SŁOWIK, Kristin Hannah

Projekt bez tytułu (33)

 

90097072 slowik 135x215 brosz ze skrzyd.indd

Być może widzieliście kiedyś zestawienia najbardziej znanych, charakterystycznych, poruszających pierwszych zdań w powieściach. Nie sądzę, by istniała jedna taka oficjalna lista, często wymienianym jest: „Dziś mama umarła” z Obcego Camusa. Oto zdanie, które koniecznie powinno się na takiej liście znaleźć:

Jeżeli moje długie życie czegoś mnie nauczyło, to tego, że miłość pokazuje nam, kim chcemy być, wojna zaś, kim jesteśmy.

W Słowiku, swojej najnowszej powieści Kristin Hannah przedstawia losy okupowanej przez Niemcy Francji. Wybuch wojny, szybka kapitulacja, okupacja i wreszcie wyzwolenie – dzieje Francji w latach 1939 – 1945. W tę wielką historię wpisana jest mniejsza, historia rodziny Rossignol (fr. słowik). Jej dramat rozpoczyna się jeszcze przez wybuchem II wojny światowej, jednak został wywołany tym samym żywiołem. Choroba i szybka śmierć matki i niepogodzenie się z nią złamanego Wielką Wojną ojca doprowadza do rozbicia więzi między siostrami – Vianne i Isabelle. Po śmierci żony, Julien pozbywa się córek i ich historie, mimo że niepozbawione splotów wydarzeń, rozrywają się po to, by powrócić w jedną dopiero pod koniec powieści.

Świat stał się dźwiękiem: rykiem silników lotniczych, terkotaniem karabinów maszynowych, gwałtownym biciem serca, krzykami rannych. Pociski darły trawę, ryjąc w koleiny, ludzie krzyczeli i płakali. Na oczach Isabelle jakaś kobieta wyleciała w górę jak szmaciana lalka, z głuchym łupnięciem runęła na ziemię i znieruchomiała. Drzewa łamały się i padały, ludzie jęczeli. Buchnęły płomienie. Gryzący dym wypełnił powietrze. A potem nagle… cisza.

Vianne i Isabelle są zupełnie inne, wojna zastaje je w skrajnie różnych sytuacjach. Pierwsza, starsza, wcześnie zakłada rodzinę, by w ten sposób poradzić sobie z samotnością paradoksalnie wyniesioną z domu. Posada nauczycielki, piękny dom w małym miasteczku Carriveau. Rodzinny spokój i stabilizację Mauriaców zaburza wojna, której tak bardzo obawia się Vianne. Zostaje z córką, gdy jej mąż musi iść walczyć za ojczyznę. Nie kryje przerażenia tą sytuacją, nieustannie myśląc o sobie, jako niewystarczająco silnej. W rzeczywistości jej siła była ogromna. Młodsza – dziewiętnastoletnia Isabelle – wielokrotnie wyrzucana z kolejnych szkół z internatem, zbuntowana, impulsywna, wciąż pragnąca powrócić do mieszkającego w Paryżu ojca, który jej nie chciał. Odważna i szukająca przygód. Nie powinno więc dziwić, że nie chce podporządkować się jego decyzji, kiedy w chwili wybuchu wojny każe jej wyjechać do siostry, która także porzuciła ją w dzieciństwie.

Każda z nich na właściwy sobie sposób stara się przetrwać wojnę, prezentując przy tym bohaterstwo. Isabelle szybko włącza się w działanie ruchu oporu, kolportuje antyniemieckie ulotki, potem przeprowadza brytyjskich lotników RAFu przez Pireneje, by mogli powrócić do Anglii i dalej walczyć. Szybko staje się rozpoznawanym Słowikiem, ściganym przez Niemców. Vianne ratuje dziecko swojej przyjaciółki Żydówki, traktując je jak własne, a potem jeszcze dziewiętnaścioro innych żydowskich dzieci, którym fałszuje papiery i zapewnia dach nad głową w pobliskim klasztorze. Wszystko to czyni igrając z życiem, bowiem w jej domu kwateruje najpierw niemiecki oficer a potem esesman.

img_5038

Hannah ukazuje wojnę z perspektywy kobiet – często niedocenianych bohaterek mrocznych czasów. Pokazuje przyjaźń i miłość wystawiane na najcięższe próby i właśnie dzięki temu tak silne. Pokazuje, że choć można złamać ciało człowieka targając go wycieńczającym głodem, upokarzając, gwałcąc, jego dusza, jeśli tylko będzie miał dla kogo żyć, pozostanie nietknięta. Hannah pokazuje, że nie wszystko jest czarne albo białe, na kartach Słowika opisuje także odbiegające od “normy” losy jednostek: żołnierza Wermachtu, dla którego wojna także była tragedią, uniemożliwiającą mu obecność podczas narodzin syna, okrucieństwo francuskiego policjanta wobec rodaków, nienaturalnie szybkie dorastanie dziecka.

Zbliżając się do kresu swoich dni, wiem, że niepowodzenia, jak i żal z ich powodu osiadają w DNA na zawsze i stają się częścią nas samych. (…) Gdybym dawno temu wyznała mu prawdę albo więcej piła, tańczyła i śpiewała, to może ujrzałby mnie zamiast zwyczajnej, uzależnionej od niego mamusi. Syn kocha moja niepełną wersję. Zawsze wydawało mi się, że właśnie tego chciałam – być kochaną i podziwianą. Teraz myślę, że wolałbym, aby mnie dobrze poznano.

Proza czasu wojny przenika się z notatkami Vianne z 1995 roku, kiedy już bezpiecznie, w Oregonie, spędza swoje ostatnie dni. Przeprowadzając się do domu starców, napotyka na strychu stary kufer a wraz z nim odżywają wojenne wspomnienia, które przez całe życie chciała wyrzucić z pamięci. Kiedy otrzymuje zaproszenie na obchody pięćdziesiątej rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej obchodzonej w Paryżu postanawia się zmierzyć ze swoja przeszłością, pogodzić się z nią po to, by odnaleźć siebie.

Ogień.
Otacza ją, chybocze się, tańczy. Ognisko. Rozmazane nieco przez pojawiające się, to znikające czerwone pasma. Płomień liże jej twarz, mocno parzy.
Jest wszędzie, po czym… znika.
Świat jest lodowaty, biały, przezroczysty i spękany. Ona drży z zimna, patrzy, jak palce stają się sine, pękają i odpadają. Osypują się jak kredowy pył na jej zlodowaciałe stopy.
– Isabelle.
Śpiewa ptak. Słowik. To smutna pieśń. Słowik przynosi stratę, czyż nie? Miłość, która odchodzi lub nie przetrwa albo wcale nie zaistniała. Jest o tym taki poemat. Oda.
Nie, to nie ptak.
Mężczyzna. może król ognia. Książę ukrywający się w zamarzniętym lesie. Wilk.
Zaczyna wypatrywać śladów na śniegu.

Słowik jest powieścią pełną akcji przepełnioną przy tym emocjami. W szybkim czasie zyskała uznanie, została okrzyknięta “Książką roku” Amazona, iTunes, Wall Street Journal, Library Journal i BuzzFeed. Nie dziwi mnie fakt, że zostały już podjęte kroki do jej ekranizacji, bowiem czytając powieść przez umysł co chwilę przelatywały mi gotowe migawki. Dla niektórych to powieść przerysowana i przez to nienaturalna, rozdmuchana emocjonalnie. Ja uwierzyłam Hannah, dałam się ponieść wyrażanym przez jej bohaterki emocjom. Poczułam lęk, którym podszyta była ich egzystencja, życie jedynie tu i teraz, poświęcenie, nierzadko też wstręt do samej siebie wywołany czynami, których trzeba było się dopuścić. Poczułam odwagę, o której bohaterki zapewne nie miałyby pojęcia w czasach pokoju, poczułam mimowolne poznawanie prawdy o sobie każdego dnia. Hannah ukazuje dramat wojny, który bynajmniej nie zakończył się wraz z wyzwoleniem, ale wciąż zakradał się do codzienności tych, którzy przeżyli, czy to pod postacią koszmarów sennych, czy chorób, które choć przychodziły już po wojnie, to nie trudno odgadnąć, że stanowiły zbierane przez nią żniwo. I wielką, ogromną siłę przyjaźni i miłości.



  • kostucha

    Przeczytałam „Słowika” prawie dwa tygodnie temu, to nie jest książka o której łatwo zapomnieć… Jedno trzeba przyznać Kristin Hannah – świetnie manipuluje uczuciami czytelnika.

    • admin

      Nareszcie jakiś dialog! Do tej pory raczej monogolowałam, więc bardzo dziękuję za komentarz! Hannah zdecydowanie to potrafi; przyznam, że nie czytałam jej pozostałych książek, więc nie mogę się wypowiedzieć co do jej twórczości w ogóle, ale w „Słowiku” pokazuje, że odpowiednio prowadzone słowo ma dużą moc. Pytanie tylko, czy to dobrze, czy źle? Fakt, nie ma tu miejsca na własną refleksję, przekaz jest jednoznaczny, ale nie ma też miejsca na obojętność.

      • KOSTUCHA

        Monolog to czasem dobra rzecz, pozwala poukładać swoje myśli 😉
        Autorkę znam tylko ze „Słowika” i myślę, że jej zdolność do manipulowania emocjami to zaleta w kontekście wyników sprzedażowych. Ośmielę się stwierdzić, że wielu czytelników szuka w lekturze przede wszystkich akcji, fabuły i emocji, a czas na rozważania będzie (jeśli już) po lekturze.
        Książki takie jak „Słowik” podejmują bardzo trudną tematykę – jak uczciwie opowiedzieć historie bohaterów, których już wśród nas nie ma? Kristin Hannah wybrnęła z tego w bardzo elegancki sposób, właśnie tym ładunkiem emocjonalnym przekazywanym czytelnikowi.

  • Książkolubna

    Bardzo dziękuję za tę recenzję i za mini dyskusję powyżej. Myślę, że potrzebujemy takich książek, które przesiąknięte są emocjami i które możemy dzięki nim poczuć – prawie – jak na własnej skórze. Czy to manipulacja? Może po prostu dobra lekcja, nie wiem. Mnie „Słowik” się podobał a nawet kupiłam dwa kolejne egzemplarze na świąteczne prezenty. Jasne, lubię poczytać też literaturę, która wciąż nasuwa nowe pytania, każe ustosunkować się do ważnych spraw i nie da się jej przez to czytać „ciurkiem” (tak miałam na przykład z książkami pana Myśliwskiego). Niemniej jednak „Słowika” polecam i takim zupełnie bezrefleksyjnym bym go nie nazwała, bo choć autorka trzyma trochę czytelnika za rękę, to przedstawia nam dwie różne postawy wobec wojny nie mówiąc, która z nich zasługuje na większe uznanie…

    • KOSTUCHA

      „Bezrefleksyjny” to zdecydowanie zbyt mocne i krzywdzące określenie. „Słowik” nie daje czasu na odpoczynek, jest jak narkotyk, jeszcze jedna strona, jeszcze więcej emocji… W liceum musiałam czytać wiele książek na zajęcia z filozofii i owszem, były pasjonujące, ale tempo lektury było mozolne, a i przyjemność z niej ograniczona przez przesyt refleksjami właśnie. W „Słowiku” czas na refleksje przychodzi już po lekturze, po ochłonięciu.

      Niegłupi pomysł z książką Kristin Hannah na prezent. To bardzo uniwersalna opowieść i może być takim „bezpiecznym” podarunkiem 🙂