Po Targach Książki w Poznaniu

IMG_0816

W dobiegający końca weekend w Poznaniu odbyły się Targi Książki Dziecięcej i Młodzieżowej oraz Naukowej i Popularnonaukowej. I choć bardziej cieszyłam się na drugie z wymienionych, do Łodzi wróciłam z sześcioma pozycjami, z czego cztery, przynajmniej oficjalnie, skierowane są dla młodszych czyteników. Niniejszy tekst to przegląd moich łupów z ich opisami stworzonymi przez wydawców i króciutkim uzasadnieniem, czemu znalazły się w moim plecaku („Nie wiem, jak to się stało”, tłumaczę się przed mężem, kiedy wracam do domu i próbuję zmieścić nowości na przepełnionych półkach) i jednocześnie zapowiedź recenzji najbliższego czasu. Bo książki dla dzieci (a przynajniej te) zdecydowanie tylko dla dzieci nie są.

IMG_0816

bruno-chlopiec-ktory-nauczyl-sie-latac-11751-1Po pierwsze, Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać, Nadia Terranova, ilustracje: Ofra Amit (Wydawnictwo Format)
Nikt w Galicji nigdy by nie pomyślał, że ten żydowski chłopiec – małomówny i skryty – zostanie jednym z największych pisarzy Europy. O Brunonie Schulzu, małym marzycielu z Drohobycza, autorka opowiada delikatnie i subtelnie, w oparciu o emocje i przeczucia wyrosłe wraz z wielokrotnymi lekturami dzieł pisarza. Bruno jest tu dzieckiem, które przed dramatem historii ucieka w swoje schronienie – w siłę własnej wyobraźni. To książka, która mówi do dzieci, która nie boi się rozmawiać z dziećmi. W świat, za którym chłopiec tęskni, wnika także czytelnik – dzięki sugestywnym i baśniowym ilustracjom izraelskiej artystki.
Postać Brunona Schulza ujęta w słowa i obrazy – ulotne i melancholijne jak sklepy cynamonowe.

Dlaczego jest w moim plecaku? Bo o tym tytule słyszałam jakiś czas temu i od razu zapragnęłam go mieć, ale potem jakoś mi to umknęło i nabylam go dopiero teraz. Książka pięknie zilustrowana i wydana, w niezwykły sposób przedstawiająca życie jednego z moich ulubionych poskich pisarzy.

 

morze-ciche-b-iext47069153Po drugie, Morze ciche, Jeroen Van Haele, ilustracje: Sabien Clement (Nasza Księgarnia)

Urodziłem się za wcześnie. Zbyt wcześnie rano. Lepiej urodzić się wieczorem, wtedy się i słyszy, i umie mówić. Rano rodzi się głuchym i nie umie się mówić, w południe tylko się słyszy, a jak się rodzi wieczorem, umie się wszystko.
Emilio jest głuchy i mówi z trudem. Na szczęście jest Javier, sąsiad. Rozumie Emilia bez słów i tłumaczy mu, jak „usłyszeć” szum morza.
Poetycka i mądra opowieść o przyjaźni i rozstaniu. Historia, która daje wiarę w sens życia, nawet wtedy, gdy świat nie chce nas usłyszeć.

Dlaczego jest w moim plecaku? Bo już te kilka zdań na okładce dowiodło, że będzie to wyjątkowa narracja – tak z uwagi na formę, jak i ze względu na ważki temat. Do tego morze, będące świadkiem historii głównego bohaera, a morzu nie potrafię się oprzeć.

 

nagle-w-glebi-lasu-amos-oz-ksiAZka_midi_101962_0003Po trzecie, Nagle w głębi lasu, Amos Oz (REBIS)

Mieszkańcy odciętej od świata wioski żyją w strachu przed nocą i pobliskim lasem. Przed wieloma laty bowiem, gdy dorośli byli jeszcze dziećmi, nocą zniknęły z wioski wszystkie zwierzęta. Dla dzieci to tylko powtarzana cicho historia. O wydarzeniach owej nocy wiadomo jedynie, że za zniknięcie zwierząt odpowiada demon Nehi. Maja i Mati zbierają się na odwagę i zapuszczają w las, by odkryć prawdę o zwierzętach i o Nehim.
Historię wyprawy Mai i Matiego ku prawdzie można odczytać na kilka sposobów: jako współczesną bajkę adresowaną zarówno do dzieci, jak i do dorosłych, przypowieść o losie outsiderów w nietolerancyjnym społeczeństwie lub krytykę relacji historycznych zaciemniających obraz rzeczywistości.

Dlaczego jest w moim plecaku? Najkrócej mówiąc: bo jestem ciekawa Oza w takim wydaniu.

 

pobrane (1)Po czwarte, Wspólne nie znaczy niczyje, czyli o podwórkach i ulicach coś dla dziecka i rodzica, Alicja Szyguła i Jakub Głaz, ilustracje: Ola Woldańska-Płocińska (Narodowe Centrum Kultury)

Szyguła i Głaz w przystępny sposób opowiadają, jak otaczająca nas przestrzeń może stawać się atrakcyjna i przyjazna, co stanowi o jej jakości i funkcjonalności, co powoduje, że miejsca w których mieszkamy, odpoczywamy i bawimy się mogą nabierać wartości, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. Dowiadujemy się, w jaki sposób architekci projektujący naszą wspólną przestrzeń powinni uwzględniać potrzeby wszystkich użytkowników.
Autorzy przypominają, jak ważna jest partycypacja i konsultacje społeczne – dialog, bez którego „wspólne” nie jest przecież możliwe. Pokazują, jak ważne jest właściwe zagospodarowanie przestrzeni publicznych, odczuwanych jako własne i wzmacniające społeczność, w tym uwzględnianie dobrze zaprojektowanej i wykonanej „małej architektury”, która sprawia, że w danym miejscu po prostu chce nam się przebywać i o nie dbać.

Dlaczego jest w moim plecaku? O tej pozycji też było głośno, o jej sposobie podjęcia ważnego społecznie tematu i o jej niesamowitej szacie graficznej. Wystarczy przerzucić kilka stron, by wiedzieć, że był to zasłużony szum.

 

pobrane (2)Po piąte, Bellevue, Ivana Dobrakovová (Książkowe Klimaty)

To miały być niezapomniane wakacje w Marsylii. Ucieczka od słowackiej nudy. Wolontariat w ośrodku dla niepełnosprawnych, międzynarodowe towarzystwo i popołudnia spędzane na plaży. Tymczasem ciągła konfrontacja z chorobą, bólem i brakiem fizycznej sprawności powoduje, ze dla Blanki pobyt w ośrodku Bellevue przemienia się w koszmar. Nieakceptująca swojej cielesności Blanka popada w obsesje, ze jej własne ciało kiedyś ja przechytrzy, a ona skończy jak jej podopieczni: bezradna i zdana na innych.
Pobyt w Bellevue zmusza do przemyślenia rządzących nami stereotypów związanych z choroba i cielesnością. Stopniowo popadająca w obłęd Blanka przypomina bohaterkę Szklanego klosza Sylvii Plath. Jak poradzi sobie z choroba i strachem przed cierpieniem i przed… sama sobą?

Dlaczego jest w moim plecaku? Bo w tym przypadku już samo wydawnictwo jest dla mnie gwarantem treściowego bogactwa tej książki (pisałam o tym znamiennym sposobie prowadzenia narracji i percepcji rzeczywistości przez autorów KK w ostatniej recenzji). Każda z ich książek zostawia we mnie jakiś ślad. Bo jeszcze nie czytałam i choć nie musiałam jej teraz kupować, specjalna cena nie pozwoliła mi pozostawić tej książki w stoiskowym koszyku.

 

pobraneI po szóste, Okrutny maszynista, Pavel Vilikovský (Książkowe Klimaty)

Okrutny maszynista to zbiór opowiadań o próbie zrozumienia drugiego człowieka. Każde z nich to swoisty bilet na drugą stronę Tatr, pozwalający spojrzeć na świat z innej perspektywy. Zabiera nas w podróż, podczas której spotkamy Alberta Camusa, przeczytamy prywatną korespondencję Sigmana Frijada, czy też poznamy kryminalną historię Marii B. Zagłębimy się także w rozmowę o ulotności pamięci, by na koniec dać się porwać szalonemu reportażowi, któremu w tle będzie przygrywać… węgierska orkiestra dęta.
Pavel Vilikovský przedstawia świat ukrytych znaczeń, trudnych pytań i niełatwych odpowiedzi. Ta swoista zabawa w teraźniejszość przenosi nas do czasu i miejsc, w których gonimy za niedoścignionym, tęsknimy do nieznanego i nigdy nie trafiamy na właściwy moment. Przekonaj się, jak wiele magii i humoru tkwi w opowieściach słowackiego pisarza. Czy rację ma jeden z bohaterów, pytając: Takie to wszystko słowackie, co nie?

Dlaczego jest w moim plecaku? Jak wyżej a poza tym jestem ciekawa tego spotkania z Camusem.

 

Jak patrzę na ten stosik, to zgromadzone historie, poznane póki co bardzo pobieżnie, układają mi się w spójną całość. Będzie trochę smutno, będzie nostalgicznie, będzie poważnie – przynajmniej ze względu na tematykę. I to wszystko w bardzo ładnym wydaniu. Dlaczego w takim razie, skoro jest tyle do czytania, skurczył się nam dziś czas?

Tym, co bardzo mnie ucieszyło na Targach (oprócz słońca, które mnie na nie doprowadziło!) były przede wszystkim przemykające wszędzie dzieciaki, które polowały na wymarzone książki. Tacy mali czytelnicy strasznie mnie cieszą – ich entuzjazm i pierwsze kroki w samodzielnym doborze lektur. A poza tym, jestem pod wrażeniem tematyki książek dla dzieci wybijającej się w ostatnich latach- trend rozmawiania autora z młodym czytelnikiem na naprawdę ważkie tematy, branie dziecka na poważnie – przez twórców tekstów i grafiki. Myślę, że pisarze młodzieżowi mają w tej kwestii sporo do nadrobienia.

To był naprawdę dobry, intensywny weekend. A Poznań zdecydowanie wart jest poznania, zwłaszcza skąpany w wiosennym słońcu!



Brak komentarzy

Dodaj komentarz