„Książki. Magazyn do czytania” – po co czytać o książkach?

IMG_6601

Ten tekst dedykuję przede wszystkim tym, którzy choć raz stanęli przed dylematem, czy warto czytać o książkach, czy nie lepiej czytać książek, po prostu (bo książek tak dużo, a czasu tak mało). Dla tych, którzy stojąc w kiosku czy salonie prasowym, kalkulowali, czy opłaca się wydać ponad dychę na gazetę poświęconą literaturze; przecież to mniej więcej 1/3 ceny nowej pozycji książkowej. Przyznaję, że długo trawił mnie taki problem, a stałą czytelniczką Książek zostałam dopiero po tym, jak zostawszy stażystką w pewnej instytucji kultury odziedziczyłam kilkanaście numerów magazynu po osobie, która poprzednio zajmowała moje nowe biurko. Ich lektura zajęła mi trochę czasu (nawet jednego numeru nie polecam czytać na hurra), ale dzięki temu, udało mi się, jak sądzę, rozłożyć Książki na czynniki pierwsze.
Nie przedłużając, poniżej subiektywnie wybrane blaski i cienie (by pozostać w sylwestrowo-noworocznych klimatach) pisma Książki. Magazyn do czytania z odniesieniem do grudniowego numeru (mocno zczytanego w codziennej podróży komunikacją miejską). 

Zacznijmy od blasków.

Blask: Misja popularyzacji literatury i kultury czytania.
Książki. Magazyn do czytania to obecnie najpopularniejszy w Polsce magazyn poświęcony literaturze. Dostępny w papierze i wersji elektronicznej, o wciąż (mimo niedawnej podwyżki ceny) przystępnej względem objętości cenie. Ambitny, ale nie za bardzo, traktujący zarówno o książkach z najwyższej półki, jak i o literaturze popularnej. Napisany przez profesjonalistów, ale dla wszystkich (tekstom daleko do dość hermetycznego języka teoretyków literatury). Wszechstronny: jest w nim miejsce dla beletrystyki, literatury dziecięcej, komiksu, poezji i literatury popularnonaukowej. O ciekawej szacie graficznej i wyróżniającym się formacie. Wszystko to sprawia, że po magazyn może sięgnąć każdy, a czytanie jawi się w nim jako aktywność atrakcyjna, modna i potrzebna jednostce, społeczeństwu i światu.
W ostatnim numerze ten blask jest najlepiej widoczny w końcowej partii pisma, gdzie po siedem książkowych prezentów polecają: Olech, Kurkiewicz, Grzymisławski, Szostak, Nogaś i Goźliński.

Blask: Teksty – zróżnicowana forma i tematyka; o tym, co Polacy za chwilę będą mogli przeczytać.
Przede wszystkim Książki wyprzedzają nawet kompulsywnego czytelnika przynajmniej o krok. Zamieszczone w magazynie teksty robią smaka, bo zapowiadają, o czym będzie można za chwilę poczytać. Nie sięgam po każdą zapowiedzianą książkę, ale lekturę numeru kończę dopisaniem do swojej listy must read przynajmniej kilka pozycji. Poza tym, cieszy mnie mnogość form (felietony, wywiady, recenzje, opowiadania, wielogłosy) i autorów (poza ścisłą redakcją artykuły piszą także okazjonalnie dobierani dziennikarze). I kolejny walor: teksty napisane specjalnie dla Książek oraz przedpremierowe fragmenty powieści.
W ostatnim numerze otrzymujemy nowy przekład opowiadania Josepha Conrada oraz dwa pierwsze rozdziały Tekstu Dmitrija Gluhovsky’ego (w tym wypadku zostały one potraktowane jako reklama wydawnictwa Insignis). Ważną część stanowi podsumowanie roku 2017 (10 książek roku, najlepsze okładki, najważniejsze debiuty, kryminały roku). Duże wrażenie zrobił na mnie tekst Ignacego Karpowicza zdradzający kulisy powstawania jego Miłości (jestem fanką konceptu tekstu-spowiedzi autora o jego nowo wydanej książce, w poprzednim numerze pojawił się świetny tekst Łukasza Orbitowskiego zwiastujący Exodus).

Blask: Wywiady z czołowymi autorkami i autorami literatury polskiej i światowej. 
Rozmowy, którym daleko od sztampy, rozmowy (u)ważne. Czytając je nierzadko mam wrażenie, jakby zadający pytania prowadził mnie na literackie zaplecze pisarki lub pisarza. Dosłownie – do tych wywiadów dochodzi zazwyczaj w mieszkaniu lub pracowni przepytywanego, i w przenośni – nie ma tu dystansu, zastosowania nie znajdują schematy ze szkolnego kółka dziennikarskiego.
W ostatnim numerze znalazły się trzy świetne wywiady. (1) Okładkowy: Juliusz Kurkiewicz rozmawiał z Julianem Barnesem. (2) Rozmowa Michała Nogasia z Joanną Concejo i Olgą Tokarczuk wokół Zgubionej duszy. (3) Danuta Surbotko przepytywała Pawła Sołtysa. Dla mnie – lektura obowiązkowa!

IMG_6601

Teraz cienie.

Cień: Tendencja do upolityczniania tekstów (demagogia?).
Byłam niedawno na spotkaniu literackim z Varujanem Vosganianem (autor Księgi szeptów), który mówił o tym, co często chodzi mi po głowie, kiedy czytam Książki. Zanotowałam dwie proste, ale bardzo ważne dla mnie myśli, więc zacytuję: (1) Sztuka, zwłaszcza literatura, z wnioskami to propaganda, a propaganda nie jest sztuką. i (2) Literatura to jedyne medium, które może łączyć ludzi. Czytając teksty w tym magazynie, nie tak rzadko towarzyszy mi poczucie forsowania wprost politycznego przekazu. I nie chodzi mi o to, żeby nie poruszać kwestii niewygodnych czy kontrowersyjnych. Nie, literatura powinna drążyć i rozjątrzać, wkładać kij w mrowisko, stawiać trudne pytania, jednak dobra literatura nie udziela na nie jednoznacznych odpowiedzi (co najwyżej insynuuje). Takie same kryteria stawiam artykułom o literaturze. A w niektórych tekstach Książek takie jedyne słuszne werdykty padają niebezpiecznie szybko. Od razu wyjaśnię: nie trafia to do mnie nie dlatego, że się z tymi werdyktami nie zgadzam, ale dlatego, że moim zdaniem nie na tym polega dobra krytycznoliteracka opinia.
W ostatnim numerze takie poczucie towarzyszyło mi np. podczas lektury tekstu Elizy Szybowicz o nowej powieści Miłoszewskiego. O ile w Jak zawsze autor snuje alternatywną wizję polskiej historii, w której trafiamy pod zabór francuski po to, by (m.in.) zrewidować czasy PRL-u, ale i naszą obecną sytuację polityczną, o tyle forma tekstu Szybowicz zupełnie mi nie odpowiada.

Cień: Wciąż rosnąca liczba reklam.
Reklama jest źródłem dochodu dla gazety, to jasne, jednak gdy w grudniowym numerze na 110 stron, 45 jest zadrukowane reklamami (20 stron stanowią same reklamy, a pozostałe 25 to złożenia reklam pokrywających połowę strony), myślę, że te proporcje pozostawiają trochę do życzenia. Całe szczęście, są to reklamy pozycji książkowych i literackich festiwali, jednak mimo to ta tendencja wzrostowa niepokoi (zwłaszcza, że w innych literackich pismach tych reklam jest sporo mniej).

A zatem – czy warto czytać o książkach? Jak najbardziej, choć czasem z rezerwą. Polecam lekturę zarówno w drodze, jak i pod kocykiem w długie zimowe wieczory.
Dla tych, którzy znają i czytają, a także dla tych, którzy może dopiero sięgną po Książki wiadomość o dobrej zmianie: otóż wraz z początkiem 2018 roku magazyn z kwartalnika przekształca się w dwumiesięcznik. Może mój tekst pomoże Wam w decyzji o prenumeracie, która teraz jest do wzięcia w promocyjnej cenie.

Dziękuję pismu Książki. Magazyn do czytania za egzemplarz recenzencki.