4 3 2 1, Paul Auster

Projekt bez tytułu

Auster_4321_500pcx

Świat przestał być rzeczywisty. Wszystko w nim było złą kopią tego, co powinno być naprawdę, i nic, co się w nim działo, nie powinno się było dziać. Jeszcze długo potem Ferguson żył w tej iluzji, jakby ktoś rzucił na niego urok, za dnia chodził jak we śnie i walczył, by zasnąć w nocy, i miał dosyć świata, w który przestał wierzyć, podając w wątpliwość wszystko, co przesuwało mu się przed oczami.

Są takie książki, które czyta się bardzo zachłannie, ale nie chce się, by ich lektura dobiegła końca. Są takie książki, które za życia autora uznawane są za jego opus magnum (na co niechętnie się godzę, w nadziei na to, że pisarz nie postawił jeszcze ostatniej kropki). Są wreszcie książki, w których odnajdujesz siebie, mimo że od głównego bohatera odróżnia cię płeć, narodowość i sytuacja społeczno-polityczna świata, w którym żyje; i które każą ci coś ze sobą zrobić. A co, jeśli te szczególne przypadki czytanych ciągów słów pokrywają drukiem kartki ograniczone jedną okładką? W moim przypadku znaczy to na przykład tyle, że przeczytałam 4 3 2 1 Paula Austera (Wydawnictwo Znak).

Zbrodnia i kara go przemieniła, Zbrodnia i kara była jak piorun, który go poraził i roztrzaskał na drobne kawałki, a kiedy się wreszcie pozbierał, nie miał już wątpliwości, jaka przyszłość go czeka, bo jeśli książka może być tym, może to uczynić człowiekowi, może tak zawładnąć sercem, umysłem i najskrytszymi uczuciami do świata, to znaczy, że pisanie powieści na pewno jest najlepszą rzeczą, jaką można robić w życiu, Dostojewski nauczył go bowiem, że zmyślone historie mogą wykraczać daleko poza zwykłą zabawę i rozrywkę, potrafią wywrócić cię na drugą stronę i oskalpować, oblać wrzątkiem i skuć lodem, odrzeć ze wszystkiego i nagiego rzucić w wir dzikich wichrów wszechświata.

4 3 2 1 to poczwórna historia życia Archibalda Isaaca Fergusona, bo – jeśli wierzyć głównemu bohaterowi – o tożsamości jednostki świadczy nie tylko to, co wydarzyło się w jej życiu, ale i to, co mogło się w nim wydarzyć. Stosując kompozycyjną klamrę, w epickiej powieści Auster splata cztery wersje egzystencji młodego Fergusona – wnuka rosyjskiego Żyda, który – według rodzinnej legendy – pierwszego dnia dwudziestego wieku dociera do Stanów Zjednoczonych. Reznikoff, bo tak brzmiało jego nazwisko, który miał stać się Rockefellerem, został Fergusonem, bo w życiu nie wszystko układa się po naszej myśli. Auster nierzadko udziela tej lekcji 1, 2, 3 i 4 Fergusonowi, a przez to także czytelnikowi. W kolejnych częściach i rozdziałach ten ostatni poznaje alternatywne wersje dzieciństwa, młodości i wczesnego wieku męskiego Archiego, któremu mimo przeciwności losu udaje się realizować pasje i marzenia. Wraz z przybywaniem przeczytanych stron powieści wszechwiedzący narrator wygasza niedoszłe zajścia, niepomyślane myśli i nieodczuwane uczucia, a jedyny Ferguson zdaje się być pogodzonym ze sobą i z własnym losem, dojrzałym człowiekiem.

Słuchał, jak Richard Brinkerstaff snuje gadkę o swoim dzieciństwie w Teksasie i o burdelu w rodzinnym miasteczku, gdzie burdelmama była tak skąpa, że oszczędzała na kondomach: płukała te zużyte w ciepłej wodzie, a potem nasadzała je na kijki od szczotki, aby wyschły na słońcu, Ferguson pojął, że świat składa się z opowiadań, takiego mnóstwa opowiadań, że gdyby zebrać je wszystkie i złożyć z nich książkę, musiałaby ona mieć dziewięćset milionów stron.

4 3 2 1 to, po pierwsze, powieść inicjacyjna. Na jej kartach Archie Ferguson mierzy się ze swoją seksualnością; jest podmiotem bliższych i dalszych (a w przypadku ojca trudnych i skomplikowanych) relacji rodzinnych i innych; poznaje różne odcienie miłości, nierzadko myląc ją z fascynacją i pożądaniem. W charakterystyczny dla amerykańskiej młodzieży sposób fiksuje na punkcie dostania się do wymarzonych szkół. Poznaje wartość pieniądza (dzięki pracy fizycznej i intelektualnej, prostytucji czy spadkowi). Auster bezbłędnie przedstawia emocjonalną burzliwość wieku dojrzewania i intensywność doznawanych w tym okresie przeżyć. Dodatkowo pokazuje, że samodefiniowania możemy dokonać dzięki naszym relacjom z innymi. 4 3 2 1 to także studium wielkiej historii dwudziestowiecznej Ameryki. W Stanach Zjednoczonych urodzonego w 1947 roku I. A. Fergusona wybuchają zamieszki na tle rasowym. W obliczu zaostrzającego się konfliktu bohaterowie powieści przyjmują różne postawy, a Archie próbując zrozumieć nienawiść między białymi i czarnymi obywatelami USA, odnajduje w nich pokłosie niewolnictwa i Holocaustu. Dziś wcale nie jest lepiej – swoją powieścią Auster trafia w sedno trzeciej fali prześladowań na tle rasowym. 4 3 2 1 jest wreszcie wyrazem obsesji na punkcie literatury i sztuki pisania. Każdy z czterech Fergusonów tworzy – jako pisarz, tłumacz, poeta czy dziennikarz. Na różne sposoby Fergusonami targa pasja literacka, constans pozostaje uznanie słowa za najlepsze medium do wyrażania siebie i zrozumienia otaczającej rzeczywistości. W tym aspekcie najmocniej ujawniają się elementy autobiograficzne powieści. Jak przyznaje Auster w jednym z wywiadów, podobnie jak piętnastoletnim Fergusonem, nim także wstrząsnęła proza Dostojewskiego, a dostarczona bohaterowi przez ojczyma lista stu fundamentalnych tytułów (pióra Homera, Szekspira, Cervantesa, Montaigne’a i innych), zdaniem pisarza, stanowi niezbędny klucz do zrozumienia historii świata i naszego w nim miejsca.

Nadal podążał dwiema drogami, jakie wyobraził sobie, będąc czternastoletnim chłopcem, nadal szedł trzema drogami z Lazlem Flute’em i stale, od początku własnego świadomego życia, towarzyszyło mu uporczywe uczucie, że rozdroża i drogi równoległe, te wybierane i nie wybierane, wszystkie są uczęszczane przez tych samych ludzi w tym samym czasie, widzialni ludzie i ludzie cienie, świat jako taki nie może być niczym więcej niż ułamkiem świata, gdyż na to, co rzeczywiste, składa się także to, co mogło się wydarzyć, że jedna droga nie jest ani lepsza, ani gorsza od żadnej innej drogi, lecz męka uwięzienia w jednym ciele polega na tym, że musisz tkwić tylko na jednej drodze, mimo że mógłbyś być na innej, zmierzając do całkiem innego miejsca. (…) Boga nie ma nigdzie, powiedział do siebie, ale życie jest wszędzie, śmierć jest wszędzie, a żywi i umarli łączą się ze sobą.

4 3 2 1 Paula Austera to 1500 gramów spisanej na 847 stronach świetnej prozy, z którą żal było mi się rozstawać. Powieść napisana z rozmachem, na który mógłby porwać się tylko głupiec lub mistrz pióra (po przeczytaniu tej recenzji moje zdanie w tej kwestii nie powinno budzić wątpliwości). Ambitna, z misternie utkaną fabułą wyrażoną bogatym, pięknym językiem. Sceptycznych wobec niemałej objętości uspokajam: nie ma tu przegadanych stron i powtórzonych fraz. Polski czytelnik te wrażenia zawdzięcza tłumaczce Marii Makuch, której praca – choć niezupełnie wolna od gramatycznych potknięć – niewątpliwie zasługuje na uznanie.
Po przeczytaniu 4 3 2 1 trudno zabrać się za kolejną lekturę. Pozostaje mi cieszyć się z lżejszego noszonego do pracy plecaka oraz przyszłych lektur poprzednich książek amerykańskiego mistrza pióra. No i wierzyć, że pan Auster nie napisał jeszcze ostatniego słowa.

IMG_9720