PATRIOCI, Sana Krasikov

Projekt bez tytułu (10)

p2

Uwielbiam Titanica. Przede wszystkim za kompletność świata przedstawionego, która sprawia, że laptop, łóżko i całe mieszkanie, w którym rytualnie oglądam ten film przestają istnieć. W drugiej kolejności za emocje przekazane w pięknych kadrach; za pokazanie, jak umierają marzenia i nadzieja na świetlaną przyszłość. Za historię wielkiej miłości wbrew wszystkim i wszystkiemu. Dziś piszę o książce, która jest trochę jak Titanic. Bo Patrioci Sany Krasikov (W.A.B.), rozpisana na sześciuset stronach amerykańsko – rosyjska trzypokoleniowa saga rodzinna z wielką historią w tle musi robić wrażenie.

– Sęk w tym przyjacielu – powiedział Sidney ostro – że wszystkich nas krótko trzyma epoka, w której żyjemy. Tyrania naszych czasów. Nawet mnie. Nawet ciebie. Nikt z nas nie jest tak wolny, jak chciałby sądzić. Nie traktuj tego jako usprawiedliwianie się, ale bardzo niewielu ludzi potrafi oprzeć się sile oddziaływania całego tego prawdopodobieństwa. A ci, którym się to udaje… Kto może wiedzieć, czy ich życie stało się przez to lepsze?

Sana Krasikov sytuuje swoją opowieść w dwóch krajach: w Związku Radzieckim i w Stanach Zjednoczonych, w dwóch płaszczyznach temporalnych: w latach 30. ubiegłego wieku (i kolejnych) i we współczesności. Bohaterką z  powieściowej przeszłości jest młoda amerykanka żydowskiego pochodzenia, Florence Fein, która w czasach wielkiego kryzysu opuszcza Brooklin. Omamiona miłością oraz wizją dobrej posady, zafascynowana komunizmem, porzuca rodzinę i wsiada na pokład transatlantyku, by dotrzeć do Magnitogorska, a finalnie do Moskwy. Zastana przez nią rzeczywistość odbiega jednak od wyobrażeń. Codzienna konfrontacja z nieprzejednanym systemem zmusi Florence do wyrzeczeń i wyborów, których konsekwencje zaważą na losach nie tylko jej, ale także jej bliskich. Opowieść Fein przeplata się z nam współczesnym życiem jej syna, Juliana Brika, który po latach życia w Rosji wraca do USA, a także z losami mieszkającego w Moskwie wnuka bohaterki, Lenny’ego. Ten ostatni zdaje się nie dostrzegać czyhających na niego niebezpieczeństw, czym nieustannie frustruje ojca przytłoczonego tragicznymi skutkami wpływu rosyjskiego reżimu na życie rodziny. Rodzinna przeszłość ożywa, kiedy podczas jednego z wyjazdów służbowych do rosyjskiej stolicy Julian decyduje się na poznanie historii matki poprzez zgłębienie odtajnionych akt KGB.

Czy obawiała się potępienia za to, co zrobiła, choćby nieumyślnie? Czytając tekst zeznań raz jeszcze, dostrzegłem, że podany przez nią powód fałszywego oskarżenia Esther Frank był bardzo dziwny: mama była przekonana, że o to samo oskarżyła ją Essie. To wyjaśnienie, jeśli dać mu wiarę, mówiło wiele o stanie jej przerażonego umysłu – był jak gabinet luster, w których odbijały się upiory.

Krasikov zderza ze sobą Rosję przedwojenną, tę z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i stalinizmu z Rosją dzisiejszą. Pozornie nowoczesny i demokratyczny kraj Breżniewa i Putina w rzeczywistości niewiele odbiega od realiów ZSRR. Propaganda i manipulacja, szczucie ludzi, antysemityzm wciąż mają się tu dobrze. Zapomnieć oznaczało odrzucić nie tylko przeszłość, ale i przyszłość – tę frazę wypowiada Florence, kobieta złamana przez władzę. Jego ofiarą niewątpliwie jest także Julian, któremu we wczesnym dzieciństwie zabrano ojca i którego matkę okrzyknięto mianem zdrajcy. Przepełniony goryczą, nie był w stanie rozmawiać z nią o tamtych czasach, jednak podświadomie idealizował jej postawę. Prawda okaże się bolesna, a narracja Florence broniącej systemu przerażająca.

Nawiązując do tytułu powieści, Patrioci poruszają fundamentalny problem tożsamości. Krasikov wskazuje na konieczność autodefinicji, jej bohaterowie – niezależnie od miejsca i czasu – próbują ustalić, kim są. Okazuje się, że nie jest to takie proste, a początkowo przyjęta tożsamość może zostać zakwestionowana, można ją utracić. Można wreszcie słono zapłacić za próbę jej odzyskania. Duże znaczenie ma kwestia emigracji i związanej z nią skomplikowanej przynależności narodowej. Wie o tym dobrze sama Krasikov, amerykańska pisarka gruzińskiego pochodzenia. I tak, radziecki dom dziecka może okazać się dla chłopca, którego rodzice byli Amerykanami jedynym pozytywnym wspomnieniem z dzieciństwa, a Stany Zjednoczone zapominają i wymazują obywatelstwo tych, którzy dobrowolnie znaleźli się po drugiej stronie żelaznej kurtyny.
Patrioci mogą także nieść wartość poznawczą dla odbiorcy niezorientowanego w kwestiach geopolitycznych, choć nie obyło się tu bez nadużyć, takich jak otwarte pogrywanie Florence z enkawudzistami, potulne przesłuchania czy objęcie wysokiego stanowiska w międzynarodowej firmie handlowej w latach 30. XX wieku przez kobietę, w dodatku żydowskiego pochodzenia.

IMG_0379

Tym, co stanowi o szczególnej wartości Patriotów jest epicki rozmach powieści. Rozpiętość czasu i przestrzeni, mnogość wątków i sposób portretowania postaci zasługują na uznanie. Sana Krasikov przedstawiając historię jednej rodziny, pisze o sprawach wielkiej wagi: o miłości, o oddaniu ideom, o poszukiwaniu własnej tożsamości. W szerszym planie Patrioci opowiadają o procesie łamania człowieka przez władzę, o losach człowieka sowieckiego i obojętności wolnego świata na los ludzi pozostawionych za żelazną kurtyną. Walor opowiedzianej historii stanowi bezstronność autorki wobec konfliktu na linii Rosja – Zachód. Dodając do tego wątek szpiegowski oraz rodzinne tajemnice, czytelnik otrzymał powieść, od której ciężko się oderwać. Atutem jest potoczysta, bogata narracja (osobiście urzekło mnie sformułowanie „niebosiężna katedra”), za którą brawa należą się także tłumaczce, Dorocie Konowrockiej-Sawie. Jeśli szukacie przepastnej powieści, w której można się zatracić, Patrioci powinni się Wam spodobać. Nawet jeśli nie uwielbiacie Titanica.