List otwarty do Wydawnictwa Znak + odpowiedź

image003

To nie są czasy dla idealistek i idealistów. Mimo to wierzę, że nie dając przyzwolenia na niestaranność i bylejakość panoszącą się na rynku wydawniczym, możemy przynajmniej starać się z nią walczyć. List otwarty o poniższej treści wysłałam dziś na skrzynki mailowe Zarządu Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak.

image003

Łódź, 28 sierpnia 2018

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

List otwarty w sprawie książki “Widzi mi się” autorstwa Zadie Smith, która ukazała się nakładem Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak

Pozwoliłam sobie napisać do Państwa ten list w związku ze wzburzeniem, jakie towarzyszyło mojej lekturze książki “Widzi mi się” autorstwa Zadie Smith, która ukazała się nakładem Państwa wydawnictwa (data premiery: 20.08.2018). Powodem mojej reakcji bynajmniej nie były treść i przesłanie autorki zbioru esejów, ale produkt, jaki za Państwa pośrednictwem otrzymuje polski odbiorca. Używam słowa “produkt”, ponieważ rażący brak staranności wydawniczej sprawia, że trudno mi nazwać książką przedmiot, który trzymam w ręku.

Na pierwszy rzut oka z zadania wydawcy wywiązali się Państwo wzorowo. “Widzi mi się” zostało wydane w poręcznym formacie, na dobrej jakości papierze; skład sprzyja lekturze, nie męcząc nadmiernie wzroku. Świetny jest tytuł książki – szczerze gratuluję takiego przekładu brytyjskiego “Feel free” – który oddaje charakter zbioru esejów Z. Smith. Docenić należy także objaśnienia kontekstowe dla polskiego odbiorcy umieszczone przez tłumaczy w  przypisach. Idąc dalej, zdążyli Państwo wydać książkę na przyjazd autorki do Polski (18.08.2018, Festiwal Literacki Sopot) oraz zapowiedzieć premierę przedrukiem eseju pt “Łazienka” w lipcowym numerze magazynu “Pismo”. Słowem, Państwa wydawnictwo zadbało o to, żeby polskie czytelniczki i polscy czytelnicy “Widzi mi się” kupili. Jak rozumiem, oficyna odniosła sprzedażowy sukces, skoro, zaledwie tydzień po premierze, książka znalazła się na liście bestsellerów na stronie wydawnictwa (1).

Niestety wyżej wymienione atuty nie są w stanie w najmniejszym nawet stopniu zrównoważyć tego, co dzieje się w książce na poziomie języka. Na pierwszej stronie wstępu pojawia się zdanie: “Moje podstawa dowodowa niemal zawsze jest intymna” [s. 9], co ma chyba wyrażać myśl autorki o subiektywności jej sądów. Ta pokraczna, pozbawiona sensu konstrukcja jest niczym innym jak kalką z oryginału: “My evidence – such as it is – is almost always intimate” (2). Na kolejnych stronach bynajmniej nie jest lepiej. Dziesiątki zdań z języka angielskiego przełożone zostały na łamaną polszczyznę. Pełen, liczący czterysta siedemdziesiąt trzy strony, tekst (3) zawiera kilkadziesiąt błędów językowych (leksykalnych, logicznych, składniowych, gramatycznych, ortograficznych, interpunkcyjnych). Zanim przytoczę wybrane błędy pojawiające się w wydanej przez Państwa książce, pragnę zaznaczyć, że na co dzień nie param się krytyką przekładu. Wynajdywanie błędów w czytanych, dodajmy, dla przyjemności, książkach, nie przynosi mi satysfakcji, ale raczej smutek. Podczas lektury zdecydowanie wolę snuć namysł nad tekstem, a nie nad nieudolnością tłumacza czy redakcji. Jednak, w sytuacji takiej jak ta, kiedy jako czytelniczka wciąż potykam się o kolejne błędy, czuję się w obowiązku wnieść sprzeciw.

Aby nie pozostać gołosłowną, poniżej przywołuję wybrane błędy:

  • leksykalne: “biblioteka w Willesden Green jest zarzynana” [s. 21], “Traci łatwość słowa, co wychodzi mu na dobre” [s. 330]; “czuję – mam nadzieję – że moja proza w pierwszym rzędzie koncentruje się na….” [s. 357], “potrafię wpaść w czarną dziurę, nieledwie samobójczy dół” [s. 380], “Wyobrażenie sobie tamtej rzeczywistości (…) nie przedstawia absolutnie żadnych trudności [ss. 390-391]; “Tam gdzie nie dostaje znawstwa, nie może być mowy o właściwej ocenie kompetencji” [s. 450].
  • składniowe: „Alex przytacza ulubiony przez Sonię cytat z Le Corbusiera” [s. 293], “Gdybyście spotkali Justina Biebera, to czy byłby wam w stanie powiedzieć?” [s. 403].
  • logiczne: „Po tąpnięciu, po apokalipsie, pośród ruin z kabli i przewodów, ktoś może zapytać: jaki był cel tych wszystkich obrazów, wewnątrz których i za pośrednictwem których żyliśmy? (Rzymianie w średniowieczu zastanawiali się nad wielkim starożytnym kamiennym łukiem stojącym na Via dei Fori Imperiali, lecz ponieważ zasadniczo nie byli zainteresowani jego zagadką, rozbierali go na materiał budowlany) [s. 226], „Oboje sceptycznie odnosili się wyjątkowości, którą tak wielu pisarzy uważa za należny sobie przywilej (który to stosunek wzmacniały statystyki sprzedażowe ich książek) [s. 297].
  • gramatyczne: problemy z deklinacją: “(…) by żaden jej ruch nie uszedł uwagi” [s. 157], “jej zainteresowanie nimi sięga początkami dzieciństwa na Jamajce” [s. [376], “Taki Smiley i jemu podobni na swój sposób rozumieli tę istotną różnicę. Tłumaczyłoby to ich zaabsorbowaniem tym, co czują inni” [s. 454], “podziękowania należą się Devorah Baum, jednej z pierwszych czytelników” [s. 459]; problemy z koniugacją: “stojąca za nimi wieża uchwytuje rzeczywistość” [s. 167], “ja byłam radością, czy też jednym z jej małych kawałków, obok setek innych tańczących ludzi, z których każdy też stanowili jej treść” [s. 454]; inne: “Same chwytają za ster, jakby chciałby powiedzieć (…). Najwyraźniej masz zielonego pojęcia, co robisz” [s. 323]; “zakasałam swoje spódnice” [s. 432].
  • ortograficzne: “nie znany nam osobnik” [s. 421], “nie przeczytane i nie napisane książki” [s. 446] – w całym zbiorze konsekwentnie pojawia się maniera pisania rozłącznego partykuły “nie” oraz przymiotników w sposób, który trudno jest mi uzasadnić np. kontekstem zdania; “udatne jej naśladownictwo” [s. 454].

Z uwagi na skalę literówek, braków lub podwojenia przyimków oraz uchybień interpunkcyjnych, pozwoliłam sobie nie wyszczególniać ich w powyższym zestawieniu. Gdybyście jednak byli Państwo zainteresowani kompletnym wykazem błędów, jakie pojawiają się w wydanej przez Państwa pozycji, jestem skłonna podjąć się ponownej lektury tekstu pod tym kątem.

Zastanawiam się, jak to się stało, że polska czytelniczka i polski czytelnik otrzymują wydaną w tej formie książkę. Moje zdumienie potęgowane jest przez fakt, że pozycja ukazała się nakładem Państwa wydawnictwa, a więc oficyny, która cieszy się świetną renomą i od lat wydaje pozycje czytelnicze przynależące do każdego z rodzajów i gatunków literackich czołowych polskich i zagranicznych autorów. Warto zauważyć, że nad książką “Widzi mi się” pracowało trzech tłumaczy: Justyn Hunia, Jerzy Kozłowski i Agnieszka Pokojska, co, w mojej opinii również negatywnie wpływa na finalną jakość przekładu. Mimo iż każdy z esejów został napisany jako odrębny tekst, zbiór stanowi pewną spójną całość, którą mnogość tłumaczy zaburza. Jak informujecie Państwo na początkowej stronie książki, eseje przełożone przez Agnieszkę Pokojską zostały wcześniej opublikowane na łamach prasy wydawanej przez spółkę Agora SA. Łatwo dostrzec pozytywną różnicę jakościową tłumaczenia i redakcji tychże tekstów na tle zbioru. Idąc dalej, efekt pracy tłumaczy podlegał – jakże wątpliwej – korekcie Barbary Gąsiorowskiej, a nad wszystkim opiekę redakcyjną sprawowała Dorota Gruszka. Nie jestem pewna, na czym polega opieka redakcyjna, ale na pewno nie na redakcji książki. W Wielkiej Brytanii zbiór “Feel free” ukazał się (w oryginalnej wersji językowej) 29 stycznia 2018 roku, Państwa wydawnictwo zdecydowało się na wydanie jej sześć miesięcy później, dokładnie na 18 sierpnia 2018. Wszystko po to, by zdążyć wydać książkę na przyjazd Zadie Smith do Polski na Festiwal Literacki Sopot. Czy się udało? Formalnie, tak, jednak “Widzi mi się”, książka przeznaczona dla polskich czytelniczek i czytelników w żadnym wypadku nie realizuje Państwa motta: “Książki z dobrej strony”. Jeśli natomiast, mimo wydania pozycji, o której w tym liście mowa, podtrzymujecie Państwo swoje drugie motto: “Dobrze nam się wydaje”, nie pozostaje mi nic innego, jak odpowiedzieć: “Źle mi, i przypuszczam, że nie tylko mi, się to czyta”. Zastanawia mnie fakt, czy i dlaczego zbagatelizowaliście Państwo błędy wykazane przez redakcję czy wewnętrznych recenzentów książki. Trudno mi uwierzyć w fakt, iż jestem pierwszą osobą, która zwróciła uwagę na tak rażące uchybienia. Czy wobec tego, sądziliście Państwo, że czytelnicy ich nie zauważą? Że książka obroni się samym nazwiskiem autorki? Że za chwilę wszyscy o niej zapomną, bo w Polsce wydaje się (za) dużo i książka żyje zaledwie kilka dni, w porywach do miesięcy, po czym odchodzi do lamusa (a na pewno do dyskontu)?

Przechodząc do sedna, dalsze funkcjonowanie na rynku książki “Widzi mi się” wydanej przez Państwa wydawnictwo, w dotychczasowej formie, uważam za skandaliczne i niedopuszczalne. Uchybienia, jakich dopuścił się pracujący nad wydaniem tej pozycji zespół utrudniają, a miejscami uniemożliwiają odbiór tekstu autorki. Jeśli “Feel free” jest literackim manifestem Zadie Smith, to “Widzi mi się” stanowi (anty)literacki manifest Wydawnictwa Znak, który nie liczy się z polskimi czytelniczkami i czytelnikami. Miast tego, stosuje politykę, by posłużyć się tytułem jednej z wydanych nakładem Państwa wydawnictwa książek, “jakoś to będzie”.

Liczę na to, iż, wystosowując wiadomość w takiej formie, doczekam się odpowiedzi z Państwa strony – czego nie udało mi się osiągnąć za pomocą postów na Facebooku i Instagramie.

Z poważaniem,
Paulina Frankiewicz
www.dodziela.com.pl

(1) Zob. https://www.znak.com.pl/bestsellery (stan na 28.08.2018).

(2) Smith, Zadie, Feel free, 2018, Penguin Press.

(3) Łudzę się, że czytelnik nie otrzymał właściwej wersji tekstu, bowiem według informacji o książce zamieszczonych na Państwa stronie internetowej, “Widzi mi się” liczy stron 400 (nie 473). Zob. https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,117547,Widzi-mi-sie (stan na 28.08.2018).

 

Odpowiedź Wydawnictwa Znak z dnia 29.08.2018 (Otrzymałam zgodę na publikację wiadomości.)

Szanowna Pani,

bardzo dziękuję za Pani list. Tacy czytelnicy jak Pani: wnikliwi, zaangażowani i wrażliwi na słowo są dla nas ogromnie ważni. Bardzo przepraszam, że musiała Pani długo czekać na odpowiedź. Chciałam zebrać pełną informację od zespołu pracującego nad opracowaniem językowym książki Zadie Smith, aby ustosunkować się do przywoływanych przez Panią przykładów.

Ma Pani absolutną rację: błędy w żadnej publikacji nie powinny mieć miejsca. Niestety czujne oko korekty nie jest w stanie wychwycić wszystkich miejsc w tekście, który ma prawie pięćset stron. Mogę zapewnić, że kwestie literówek i błędów interpunkcyjnych poprawimy w dodrukach. Bardzo dziękuję za ich wskazanie. Jeśli chodzi o pozostałe przykłady to szczegółowo omawiamy je w załączonym pliku.

Cieszę się bardzo, że pokochała Pani twórczość Zadie Smith, zwłaszcza że od początku to właśnie Znak wydawał jej książki po polsku. Jeszcze raz bardzo dziękuję za Pani list. Mam nadzieję, że Wydawnictwo Znak dostarczy Pani jeszcze wielu pozytywnych wrażeń czytelniczych.

Z poważaniem,
Monika Bartys
Dyrektor Wydawniczy Znak

 

Moja odpowiedź na powyższą wiadomość

Szanowna Pani,

dziękuję za odpowiedź. W mojej opinii nastąpiła ona niespodziewanie szybko, z czego bardzo się cieszę. W odniesieniu do niej, chciałabym zauważyć trzy kwestie.

Po pierwsze, stwierdzenie, że objętość książki usprawiedliwia liczne niedopatrzenia korekty uważam za przynajmniej niestosowne. Jeżeli czujne oko jednoosobowej korekty nie jest w stanie wychwycić błędów w tekście liczącym niespełna pięćset stron, być może należałoby przeznaczyć więcej czasu na ten etap pracy nad książką, lub zlecić to zadanie większej liczbie osób? Albo, w zgodzie z przyjętym defetyzmem w kwestii możliwości wolnej od błędów redakcji, wydawać skromniejsze objętościowo książki?

Po drugie, dziękuję za analizę przytoczonych przeze mnie błędów oraz obietnicę poprawienia tych najbardziej oczywistych w kolejnym wydaniu. Doceniam również słownikowe omówienie zasygnalizowanych przeze mnie uchybień mniej oczywistych. Wskazując je, nie kwestionuję dopuszczalności stosowania danych wyrażeń w języku polskim w ogóle. W mojej opinii, użycie ich w tych konkretnie zdaniach było co najmniej niefortunne i miejscami doprowadziło do trudności w uchwyceniu sensu, nie wspominając o odebraniu przyjemności płynącej z lektury. Niektóre frazy brzmią wprost fatalnie, o czym łatwo się  przekonać podczas głośnej lektury (np. „Tam gdzie nie dostaje znawstwa, nie może być mowy o właściwej ocenie kompetencji”). Nie odniosła się Pani również do najbardziej rażącego zdania ze wstępu („Moje podstawa dowodowa niemal zawsze jest intymna”); a przykład z Justinem Bieberem („Gdybyście spotkali Justina Biebera, to czy byłby wam w stanie powiedzieć?”) obrazuje nie wadliwą składnię, ale niekompletność i brak łączności ze zdaniem poprzednim (nie wynika z niego, co byłby / czego nie byłby w stanie Bieber powiedzieć). W następującym fragmencie: „Po tąpnięciu, po apokalipsie, pośród ruin z kabli i przewodów, ktoś może zapytać: jaki był cel tych wszystkich obrazów, wewnątrz których i za pośrednictwem których żyliśmy? (Rzymianie w średniowieczu zastanawiali się nad wielkim starożytnym kamiennym łukiem stojącym na Via dei Fori Imperiali, lecz ponieważ zasadniczo nie byli zainteresowani jego zagadką, rozbierali go na materiał budowlany)” miałam na myśli brak logiki – Rzymianie zastanawiali się nad kamiennym łukiem, jednocześnie nie będąc nim zainteresowanymi. Jeśli chodzi o imiesłowy przymiotnikowe (które, jak Państwo wskazali, błędnie nazwałam przymiotnikami) – znana jest mi przywołana przez Państwa zasada, jednak co do niektórych przypadków rozdzielnej pisowni mam wątpliwości. Przyznaję jednak, że formalnie zaproponowany przez tłumaczy zapis nie jest wadliwy, a wynika z przyjętej interpretacji. Wskazanie niniejszych błędów miało na celu zasygnalizowanie, że „Widzi mi się” miejscami czyta się fatalnie. Mimo formalnej dopuszczalności użycia tych sformułowań i możliwości (choć nie we wszystkich przypadkach) uchwycenia sensu oryginału, wydanie książki w takiej formie odczytuję jako brak szacunku – do czytelnika, ale także do autorki. Jak sądzę, w obcowaniu z literaturą chodzi o coś więcej niż o zapewnioną przez Państwa w omawianym przypadku komunikowalność. Jestem przekonana, że podzielają Państwo moje zdanie.

Po trzecie, pragnę zauważyć, że nie zwróciłam się do Państwa Wydawnictwa w niniejszej sprawie w związku z – zasugerowaną w Państwa odpowiedzi – miłością do twórczości Zadie Smith. Owszem, cenię tę autorkę, jednak postąpiłabym podobnie w przypadku każdej wydanej w tak niestaranny sposób książki. Byłoby mi miło, gdybyście potraktowali Państwo mój list jako uwagę czytelniczki (lub recenzentki, bo tym zajmuję się m.in. na blogu, który prowadzę), a nie pokrzywdzonej fanki Zadie Smith.

Jako czytelniczka, ale także konsumentka, czuję się zawiedziona i oszukana. W mojej opinii „Widzi mi się” (tj. oferowany przez Państwa produkt) nie spełnia standardów pełnowartościowej książki. Nie jest to jedynie moje zdanie. Sądzę, że tym, którzy zaufali Państwa wydawnictwu, kupując ją, należy się rekompensata w formie przyznania się do niedołożenia należytej staranności przy wydaniu tej pozycji.

Raz jeszcze dziękuję za odpowiedź z Państwa strony. Rozumiem, że skoro mój list miał charakter otwarty, Pani wiadomość również mogę upublicznić? Proszę o stosowne potwierdzenie.

Z poważaniem,
Paulina Frankiewicz



  • Z niecierpliwością czekam na odpowiedź. Dajcie mi popcorn! 😉

  • Maria Pajączek

    Bardzo dziekuje Pani za napisanie tego listu. Podpisuje się pod każdym jego słowem. Książkę kupiłam uniesiona emocjami po spotkaniu z Zadie w Sopocie, bez specjalnego zaglądania do środka – kto by się zreszta spodziewał takiego skandalu – w koncu to wydawnictwo Znak. Już czytając przedmowę byłam w szoku – tego nie da się czytać! Po zmęczeniu dwóch esejów, wściekła odłożyłam książkę na półkę. Świetny język, którym pisze Zadie, cały jego urok – „zarżnięty” przez nieudolność tłumaczenia i ilość błędów. Można odnieść wrażenie, ze ktoś do tłumaczenia użył Google Translate i nawet nie pokwapil się sprawdzić jaki wyszedł z tego efekt. No trudno – przeczytam w oryginale. Ale co mam zrobić z tym książkowym bublem!?Chciałbym odesłać książkę do wydawnictwa z zadaniem zwtrotu pieniędzy, bo tej książki nie da się czytać! To nie fair wobec czytelników i autorki. Pozdrawiam serdecznie, Maria Janiszewska

    • Paulina

      Również dziękuję za wiadomość. Rozumiem Pani odczucia. Chciałabym tylko doprecyzować, że w mojej opinii, mimo korekty i przekładu dokonanych przez wymienione z imienia i nazwiska osoby, odpowiedzialność ponosi wydawca, który zaakceptował czytany przez nas tekst.
      Polecam lekturę oryginału.

  • konfront akcje

    1 uwaga ORTOGRAFICZNA do blogerki: tytuły anglojęzyczne zapisujemy Wielkimi Literami (jak polskie Tytuły Czasopism z Samodzielnymi Znaczeniowo Słowami), należy zatem podawać tytuł zbioru jako

    “Feel Free”

    (w polskiej edycji obowiązuje nasz swojski cudzysłów drukarski dolny na początku: „Feel Free” –
    ale widzę, że powyższy tekst pod względem interpunkcyjnym nie stanowi wzorcowo napisanego, choć p. Paulina przypisuje błędy zespołowi wydawnictwa).

    Warto zadbać własną o pisownię w tekście z zakresu krytyki tekstu (tłumaczenia i edycji).

    Przy okazji: Zadie Smith pisze (w oryginale, można jej teksty znaleźć online) pełną pułapek składnią, trzeba zaznaczyć publicznie, że przekładanie jej stanowi wyzwanie, nie tylko dla studentek i studentów. Z ciekawością doczytam eseje Zadie SMith w różnych wariantach tłumaczeniowych.

    • Paulina

      Dziękuję za wiadomość i wskazanie popełnionych przeze mnie błędów w zapisie tytułów oraz sposobie wprowadzania cytatów. Zgadzam się z Pani / Pana uwagą.
      Moim zdaniem, każdy przekład stanowi wyzwanie. Zdaniem niektórych, literatura w ogóle jest nieprzekładalna, bo nasze myśli formułowanie są w konkretnym języku, który to obarczony jest swoistym rozumieniem. A literatura stanowi, jak sądzę, szczególny rodzaj myśli ludzkiej. Nie podzielam tej opinii o nieprzekładalności i ogromnie cenię sobie pracę tłumaczy. Uważam, że tłumacz także jest autorem książki (danej wersji językowej).
      Nie rozumiem, dlaczego Pani / Pan odwołuje się do studentek i studentów. Co do różnych wariantów tłumaczeniowych – każdy z esejów został przełożony przez jednego z tłumaczy, więc to określenie nie jest szczególnie trafne, ale rozumiem, że nie przeszkadza Pani / Panu mnogość autorek i autorów przekładu. Życzę dobrej lektury.

  • Anna Florentyna Popis-Witkowsk

    Trochę mnie zaskakuje taka krytyka ze strony osoby, która nie odróżnia przymiotnika od imiesłowu przymiotnikowego. Poza tym niektóre wskazane „błędy” nie są wcale błędami, lecz jedynie zdaniami lub frazami, które ze względu na np. nietypowy szyk okazały się wyzwaniem przekraczającym kompetencje językowe autorki tego listu otwartego.

    • Paulina

      Dziękuję za wiadomość oraz słusznie wskazany błąd dotyczący imiesłowów przymiotnikowych. Oczywiście ma Pani rację; nie powinien mieć on miejsca. Co do Pani kolejnej uwagi – nietypowy szyk zdania nie stanowi zarzutu w żadnym z przytoczonych przeze mnie przykładów. Polecam głośną lekturę tych fraz; może wówczas moja intencja stanie się czytelniejsza. Życzę Pani przyjemności płynącej z lektury tej książki – mnie nie udało się jej znaleźć.

      • Anna Florentyna Popis-Witkowsk

        Nie, Pani zarzuty nie dotyczą szyku, ale część Pani zarzutów wynika z niezrozumienia zdania o nietypowym szyku (lub wyrywa Pani z kontekstu fragmenty, które nijak nie uzasadniają zarzutów, które Pani przeciwko nim wysuwa). Na przykład w punkcie dotyczącym błędów gramatycznych przytacza Pani fragment: „(…) jej zainteresowanie nimi sięga początkami dzieciństwa na Jamajce” – ten fragment nie zawiera błędu gramatycznego (chyba że błąd wynika z relacji tego fragmentu do reszty zdania – ale nie mając w ręce książki, nie mogę tego stwierdzić, powinna więc Pani przytoczyć fragment wystarczająco obszerny, by uzasadniał zarzut).

        Aha, moja uwaga dotycząca mylenia przymiotników z imiesłowami przymiotnikowymi nie miała na celu wyłącznie wskazania Pani błędu w nazywaniu części mowy. Pomylenie ich sprawia, że zarzuty dotyczące łącznej lub rozłącznej pisowni „nie” stają się co najmniej wątpliwe. Chociaż ponad 20 lat temu uchwała RJP dopuściła zapisywanie wszystkich imiesłowów przymiotnikowych łącznie z partykułą „nie”, nie zabroniła stosowania starszych zasad, które pisownię łączną lub rozłączną uzależniają od kontekstu, w jakim występuje dany imiesłów przymiotnikowy (i tu znów: przytoczone fragmenty nie pozwalają na ocenienie, czy rzeczywiście został popełniony jakiś błąd).

        Tej książki Zadie Smith nie czytałam i nawet nie wiem, czy ją przeczytam. Co więcej, mam nie najlepsze zdanie o jakości redakcji językowej i korekty w pozycjach wydawanych przez Znak i być może gdybym „Widzi mi się” przeczytała (lub jeśli przeczytam), to podzielałabym (będę podzielać) ogólnie Pani opinię (zwłaszcza że sporej części Pani uwag nie można odmówić słuszności). Tyle że jeśli już pisze się list otwarty do wydawnictwa, krytykując jakość językową wydanego przez nie tekstu, to wypadałoby zadbać o to, by list nie raził błędami merytorycznymi, chybionymi oskarżeniami czy losowym używaniem cudzysłowów polskich i angielskich lub podobnie losowym stosowaniem przecinków, zwłaszcza jeśli jednym z zarzutów są „uchybienia interpunkcyjne”.

  • Pingback: WIDZI MI SIĘ, Zadie Smith | Do dzieła()