ŁOWCA POSAGÓW, Daisy Goodwin

Projekt bez tytułu

T288956

Czasem dobrze jest poczytać coś innego niż zazwyczaj. Akcja zdecydowanej większości książek, po które sięgam toczy się we współczesności, więc wybrałam historię rozgrywającą się w epoce, która odeszła. Na co dzień specjalizuję się w smutnych, przygnębiających opowieściach, z których – ostatnio nadmiernie – epatuje przemoc i szeroko pojęta nieszczęśliwość (nie są to kryminały, a proza życia). Książce, o której dziś piszę nie brakuje dramatyzmu, jednak panują w niej nastroje, których próżno szukać w nowoczesnej prozie. Szukałam czegoś nieobciążającego, ale jednocześnie nie będącego czytadłem; szukałam po prostu dobrze opowiedzianej historii, która wciąga. No i znalazłam.

Łowca posagów autorstwa Brytyjki Daisy Goodwin to oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o dziewiętnastowiecznej Anglii: małżeństwach zawieranych trochę z miłości, a trochę z wyrachowania, polowaniach, pasjach i życiowych dylematach. Epizodem historycznym, wokół którego pisarka osnuła opowieść jest (trwający w rzeczywistości około pięciu lat, a w powieści sporo krócej) romans cesarzowej Austrii, Elżbiety Bawarskiej i kapitana kawalerii nazwiskiem Middleton. I choć sama zdecydowałam się na lekturę tej książki z uwagi na postać niekonwenjonalnej w zachowaniu i obsesyjnie dbającej o swoją urodę Sisi, (dla przypomnienia: ponoć tak do cesarzowej zwracali się przyjaciele i pod tym imieniem została rozsławiona, stając się jedną z najbardziej obecnych w popkulturze koronowanych głów) dla Goodwin jest ona istotnym, ale jednak pretekstem do zarysowania pejzażu minionej epoki. Chwała jej za to. Dwojgiem równie ważnych bohaterów są Charlotte i Middleton, nazywany Bayem. Dziewczynę poznajemy na początku powieści. To dwudziestoletnia dziedziczka rodzinnej fortuny, stroniąca od salonów i dworskich zabaw, fotopasjonatka. Prezentowane przez Charlotte poglądy oraz jej nowatorskie jak na tamte czasy zainteresowanie czynią ją postacią charyzmatyczną, której trudno nie polubić  – zarówno czytelniczce i czytelnikowi, jak Middletonowi, który, choć pozbawiony szlacheckiego urodzenia, jest przystojnym, zawadiackim kapitanem kawalerii oraz jeźdźcem, który w całej Europie nie ma sobie równych. Z uwagi na różnicę w statusach majątkowych i towarzyszącą kapitanowi opinię łowcy posagów, znajomość Charlotte i Baya nie wszystkim jest w smak, zwłaszcza, że majątek dziewczyny gwarantuje dostatnie życie jej brata i jego przyszłej żony oraz owdowiałej ciotki. Kiedy wreszcie wydaje się, że wszystko zmierza ku dobremu, na zaproszenie Korony Brytyjskiej na polowanie przyjeżdża cesarzowa Elżbieta. Spełniając polecenie przełożonego, Middleton zostaje opiekunem Sisi, gorliwie pełniącym swoje obowiązki jako przewodnik podczas polowań, a z czasem także jako kochanek dziesięć lat starszej, życiowo nieszczęśliwej kobiety. Będąc na usługach koronowanej głowy, kapitan może zapłacić wysoką cenę w grze o własne życie.

Książkę Goodwin warto przeczytać nie tylko dla historii skandalizującego romansu. Szczególnie cenne jest oddanie klimatu epoki wiktoriańskiej, możliwe dzięki wiarygodnemu przedstawieniu jej atrybutów (strojów, rozrywek, etykiety), jak i zarysowaniu społeczno – obyczajowego tła rozgrywających się wydarzeń. To także spektrum trosk i dylematów towarzyszących dziewiętnastowiecznym brytyjskim kobietom, zwłaszcza tym, którym los poskąpił zapewniającego dostatnie życie posagu. Sportretowane przez Goodwin kobiety, bez względu na status majątkowy, są silne i wyraziste. Mimo że konwenanse ograniczają ich poczynania, mają swój głos i swoje pasje. Bardzo ciekawy – mimo że zmyślony, a przynajmniej domniemany – jest wątek fotograficzny. Autorka przyznaje, że o prawdziwej Charlotte nie wiadomo zbyt wiele, a podzielana przez nią pasja fotograficzna jako ówcześnie modne zajęcie zamożnych panien stanowi wytwór jej wyobraźni. Fotografia stanowi oryginalne medium do rozprawiania o żywionych uczuciach i namiętnościach.

IMG_1260

Łowcę posagów śmiało rekomenduję zwolennikom powieści historycznych, jednak upodobania do odkrywania przeszłości nie stanowią warunku koniecznego do odnalezienia przyjemności z lektury. Dzięki lekkiemu pióru (stylizowany, ale w pełni zrozumiały język, wiarygodne dialogi) Daisy Goodwin oraz świetnemu tłumaczeniu Niny Dzierżawskiej książka zasługuje na zainteresowanie także tych, którzy nie specjalizują się w tym gatunku. Pozytywny odbiór książki gwarantuje także wysoki standard wydawniczy i redakcyjny, który zawdzięczamy Marginesom. Subtelna i oryginalna okładka wyróżnia się na tle innych tytułów, stanowiąc obiecującą zapowiedź tego, co znajdziemy w środku.

Łowca posagów Daisy Goodwin to klimatyczna opowieść o odwiecznym poszukiwaniu szczęścia, która pozwala choć na trochę zapomnieć o tym, co za oknem. Napisana z rozmachem powieść historyczna zdecydowanie wymyka się płytkiemu zaszufladkowaniu jako romans, które – przynajmniej mnie – odstraszyłoby od lektury. Splatając wątki historyczne z wynikającymi ze znajomości epoki wytworami własnej wyobraźni, Goodwin stworzyła ambitną odskocznię od współczesności. Tym, którym się spodoba, polecam sięgnąć po poprzednią książkę autorki poświęconą królowej Wiktorii wydanej przez Marginesy w 2017 roku.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.