KWIAT WIŚNI I CZERWONA FASOLA, Durian Sukegawa

Projekt bez tytułu

681251-352x500

Kwiat wiśni i czerwona fasola
Durian Sukegawa
z japońskiego przełożył Dariusz Latoś
data polskiej premiery: październik 2018

Książka, o której dziś piszę ukazała się w Serii z Żurawiem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pozycje wydawane w tej pozanaukowej serii oficyny akademickiej należą do literatury współczesnej różnych zakątków świata i zostały docenione w kraju ich pochodzenia (w Polsce natomiast ich twórcy nie byli dotychczas szczególnie znani). Jest to literatura piękna szczególnego typu: bardziej refleksyjna, quasi filozoficzna, miejscami poetycka. Taka, w której od akcji ważniejsze są myśli i wewnętrzne przeżycia bohaterów. Na uwagę zasługują charakterystyczne okładki Serii z Żurawiem – niebanalne akwarelowe ilustracje korespondujące z wrażliwością kryjącej się w środku treści. Kwiat wiśni i i czerwona fasola autorstwa Duriana Sukegawy świetnie wpisuje się w tę koncepcję.

IMG_3626

Historię przedstawioną na kartach japońskiej powieści można streścić w kilku dłuższych zdaniach. Rzecz dzieje się w Tokio, gdzie na jednej z handlowych ulic mieści się mały lokal gastronomiczny Doraharu, w którym Sentarō (lat ok. 30) serwuje dorayaki – naleśniki nadziewane an, czyli słodką pastą z czerwonej fasoli. Praca ta męczy chłopaka; nie lubi jej i nie wykonuje jej dobrze. Marzy mu się kariera pisarska, ale musi pracować, żeby spłacić długi. Pewnego dnia do lokalu przychodzi staruszka imieniem Tokue, która za wszelką cenę, (tj. za bardzo niską stawkę) chce zatrudnić się w sklepie. Kobieta ma zniszczoną twarz i odstręczająco powykrzywiane dłonie – Sentarō obawia się, że obecność takiej osoby w pracy z żywnością wpłynie negatywnie na wizerunek firmy, jednak po spróbowaniu an jej roboty mężczyzna decyduje się ją zatrudnić. Jak nietrudno się domyślić, przygotowywane z sercem i zaangażowaniem dorayaki smakuje nieporównanie lepiej i ściąga do pustawego dotychczas lokalu tłumy. Wśród przesiadujących w Doraharu osób jest kilkunastoletnia Wakama – małomówna dziewczyna „z trudnego domu”. Kiedy po okolicy roznosi się wieść, że w sklepie z naleśnikami pracuje chora na trąd staruszka, właścicielka biznesu każe ją zwolnić, jednak Tokue sama rezygnuje z pracy. Na powrót samotny, dręczony wyrzutami sumienia Sentarō nie radzi sobie najlepiej. Wraz z Wakamą postanawiają odnaleźć bliską im staruszkę pod pretekstem chęci udoskonalenia receptury na dorayaki. Kiedy udaje im się dotrzeć do miejsca zamieszkania Tokue, poznają szokującą historię jej życia, która prowokuje w nich refleksję nad tym, kim są i jakie jest ich życiowe powołanie.

IMG_3628

Co prawda nie zdradziłam zakończenia opowieści, ale to nie fabuła jest u Sukegawy najważniejsza. Zresztą niewiele tu akcji i nawet znając finał tej niewielkiej objętościowo książki warto po nią sięgnąć. Prostota i podyktowany symbolizmem minimalizm stanowią siłę opowiedzianej historii i jestem skłonna bronić jej przed zarzutami banału, naiwności czy prymitywizmu. To przykład prozy oszczędnej w słowa i bogatej w znaczenia, dlatego objaśnianie elementów powieściowego świata zrobiłoby czytelnikowi większą krzywdę niż streszczenie fabuły. Tytuł, wnikliwa lektura oraz powracający motyw graficzny odsyłają do zapoznania się z symboliką ważnego w kulturze japońskiej kwiatu wiśni. Warto pójść tym tropem.
Sukegawa – absolwent filozofii orientalnej na Uniwersytecie Waseda bez nadęcia pisze o życiowej pokorze i szacunku, na który zasługuje każdy człowiek. Tłumaczy mechanizmy wykluczenia ze społeczeństwa, jednocześnie nie dając na nie zgody. Każdy z jego bohaterów jest w jakiś sposób wyalienowany – ze względu na nieciekawą przeszłość, pochodzenie z dysfunkcyjnej rodziny czy stygmatyzowaną chorobę sprzed lat. Dlatego, mimo różnicy wieku, Sentarō, Tokue i Wakama stają się sobie bliscy – tylko w swoim gronie zaznają tak brakującego im zrozumienia. Ukazując losy trzech pokoleń autor dowodzi, że człowiek wciąż boryka się z tymi samymi problemami, a potrzeby ustalenia własnej tożsamości oraz odnalezienia życiowego powołania są głęboko zakorzenione w naturze ludzkiej. Ponadto Sukegawa podkreśla wartość pracy i zależność jej efektów od naszego do niej nastawienia. Każde doświadczenie nas czegoś uczy, a więc jest pozytywne, nawet jeśli towarzyszy mu ból i cierpienie – mówi między wierszami japoński autor. Mimo dominującej melancholii wymowa Kwiatu wiśni jest budująca – prawdopodobnie to miał na myśli wydawca określając książkę jako „słodko-gorzką opowieść o życiu i naleśnikach”.

Lektura Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli jest przygodą na jeden wieczór. Japończyk nie strzępi języka, a dzięki sprawnemu przekładowi na język polski (Dariusz Latoś) powieść czyta się z przyjemnością. Jej ciepło i bezpretensjonalność sprzyjają refleksji. Durianowi Sukagawie udało się opowiedzieć prostą i mądrą historię bez narażania się na śmieszność. Myślę, że to nie lada sztuka wymagająca dużego wyczucia i świadomości pisarskiej.

Książka okazała się w Japonii bestsellerem, w 2015 roku powstał film na jej podstawie. Oglądając zwiastun, poczujecie klimat opowieści Sukegawy. No i zobaczycie, jak wygląda dorayaki!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.



  • Pingback: CESARSKI ZEGARMISTRZ, Christoph Ransmayr | Do dzieła()

  • Paulina

    Po obejrzeniu ekranizacji dorzucam kilka przemyśleń.

    KSIĄŻKA vs. EKRANIZACJA
    O ile jestem przekonana, że nie da się arbitralnie rozstrzygnąć tego sporu, w przypadku „Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli” (tytuł oryginalny „An”), bez zawahania książkę oceniam dużo wyżej.

    📙 Powieść Duriana Sukegawy (wydana w Polsce w październiku 2018 przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego) skrywa w sobie prostą, minimalistyczną zarówno językowo, jak i w obszarze fabuły historię, w której najważniejsze jest to, co dzieje się we wnętrzu bohaterów. Sukegawa napisał pełną czułości, pozbawioną truizmów pochwałę przyjaźni i szacunku, na który zasługuje każdy człowiek. Skąd o tym wiem? Bo zaprojektował losy wyobcowanych bohaterów w taki sposób, że wraz z zacieśnianiem się tej międzypokoleniowej więzi, Sentarō, Tokue i Wakama coraz bardziej otwierają się na świat i odrzucają ponurą przeszłość. Jeśli tylko poddamy lekturę niepozornej książki Sukegawy odpowiedniemu namysłowi, okaże się ona bardzo wymowna. To bogactwo znaczeń przy oszczędności słów w świetnym wydaniu. Na mnie i na mojej mamie zrobiła duże wrażenie.

    🎥 Kilka dni temu obejrzałam film Naomi Kawase (reżyseria i scenariusz) o tym samym tytule. Produkcja trafiła na ekrany polskich kin w 2016 roku (teraz najłatwiej dotrzeć do niej za pośrednictwem platformy internetowej, np. VOD Onetu), premiera światowa miała miejsce rok wcześniej. Bardzo odpowiadała mi estetyka filmu: niespieszna akcja i piękne zdjęcia. Jeśli chodzi o fabułę, Kawase wiernie odzwierciedliła pierwowzór historii. Można mieć nawet wrażenie, że tekst Sukegawy stanowił scenariusz ekranizacji – bohaterowie w większości posługują się frazami japońskiego pisarza. Co się natomiast tyczy przekazu – dla mnie był duży płytszy niż u Sukegawy. Widz dostaje bardzo ograniczony dostęp do świata uczuć i emocji postaci, przez co trudno zaangażować się w ich losy. Jasne, mamy do czynienia z trójką introwertyków z niełatwą przeszłością, ale bez zasygnalizowania motywów ich osobności, nie sposób zrozumieć lęku związanego z otwarciem się na innych. Całość – bardzo ładnie podana – okazuje się nużąca. Nie jestem pewna, czy wiedząc, że mam do czynienia z ekranizacją wartościowej powieści, dotrwałabym do napisów końcowych.