HISTORIA PSZCZÓŁ, Maja Lunde

historia-pszczol-b-iext44136140

historia-pszczol-b-iext44136140

Jestem uczulona na użądlenie pszczoły. Mimo tego pokochałam Historię pszczół Mai Lunde i mam przeczucie, że jeszcze długo będzie brzęczeć mi od niej w uszach…

– Czy naprawdę nie mógłbyś przynajmniej próbować znaleźć w sobie tyle woli, by wstać?
Przełknąłem ślinę. Wiedziałem, że winien mu jestem szczerą odpowiedź.
– To, czego mi brakuje, to nie jest wola. To jest… pasja, Edmundzie.
– Pasja? – Uniósł głowę, widocznie to słowo coś w nim obudziło. – Więc musisz ją odnaleźć, ojcze – rzekł pośpiesznie. – I pozwolić, by cię prowadziła.
Musiałem się uśmiechnąć. Takie wielkie słowa w tak niepozornym ciele.
– Bez pasji jesteśmy niczym – zakończył ze stanowczością, jakiej dotychczas nigdy u niego nie zauważyłem.

WILLIAM (Maryville, Hertfordshire, Anglia, 1852)

William z początku powieści to człowiek, który zagubił swoją pasję. Rutyna, nieszczęśliwe małżeństwo, szóstka dzieci (pięć dziewczynek i syn Edmund, którego zawłaszczała dla siebie jego matka), utrata uznania, pogarda ze strony profesora, który był jego autorytetem – wszystko to sprawiło, że pewnego dnia William położył się w łóżku z zamiarem, by już nigdy z niego nie wstać (a zatem właściwie pozbawiony wszelkich zamiarów). Po latach życia wegetacyjnego, to właśnie Edmund sprawia, że ojciec wraca do życia. Wraca do badań przyrodniczych, wraca do pracy. Prowadzi go pasja. Na nowo studiuje literaturę pszczelarską i buduje ul, jakiego dotąd nikt nie zbudował, a przynajmniej tak mu się wydawało…

Emma pomalowała ule na landrynkowe kolory, wszystkie, co do jednego. Robiła to latami – różowe, turkusowe, jasnożółte i zielonkawe, w kolorze pistacji. Wyglądają teraz tak samo sztucznie jak słodycze z chemicznymi barwnikami. Uważa, że to zabawne. Jeśli o mnie chodzi, równie dobrze mogłyby pozostać białe, jak dawniej. Mój ojciec zawsze malował ule tylko na biało, tak jak przed nim dziadek i pradziadek. Mawiali, że liczy się tylko to, co wewnątrz (…). Emma uważała jednak, że pszczoły lubią kolory i że tak jest bardziej osobiście. Kto wie, może ma rację. I muszę przyznać, że na widok malowanych pszczelich domków rozrzuconych w krajobrazie, jakby jakiś wielkolud rozsypał słodycze, zawsze robi mi się ciepło na sercu.

GEORGE (Autumn Hill, Ohio, USA, 2007)

George zawodowo trudni się pszczelarstwem. Posiada całe łąki uli, które jako jedyny znany mu pszczelarz buduje własnoręcznie – ot, taka rodzinna tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. W życiu Georgowi zdają się przyświecać jedynie dwa cele: niedopuszczenie do wyjazdu na Florydę, gdzie z uwagi na przeprowadzę przyjaciół i błogie życie chciałaby żyć jego żona Emma, oraz przekazanie farmy synowi Tomowi. Jak się okaże, obydwa uda mu się zrealizować, ale droga do ich realizacji nie będzie należała do prostych i przyjemnych. Zwłaszcza, gdy chce się działać mimo wszystko, nawet mimo pszczelej Zapaści.

Nauczycielka nie znała książki, ale zafascynowała się nią podobnie jak ja. Odczytywała na głos różne fragmenty. Czytała o wiedzy, o działaniu niezgodnym z instynktem, ponieważ człowiek jest przekonany, że wie lepiej. Że aby żyć w naturze, z naturą, musimy okiełznać naturę w nas samych. A także o wartości wykształcenia. Bo o to właśnie chodzi w wykształceniu – by tłumić naturę w sobie.  (…) Niebo prześwitywało pomiędzy płatkami. Jeśli będę patrzyć wystarczająco długo, plan pierwszy zamieni się z drugim. Jakby niebo było błękitną szydełkową narzutą z dziurkami, położoną na białym tle.

TAO (Dystrykt 242, Shirong, Syczuan, 2098)

Tao ma dwadzieścia osiem lat, jest Chinką i pracuje na łąkach i w sadach. Jej zadanie polega na zapylaniu w sztuczny sposób drzew. Wspinając się na ich pnie i pozostawiając na nich za pomocą pędzelka pył zastępuje pszczoły, które już dawno odeszły. Tao od dzieciństwa marzyła o karierze naukowej, o akademickim życiu, na które nie pozwolili jej rodzice (te niespełnione marzenia usiłuje przenieść na syna). Teraz sens życiu jej i jej męża Kuana nadaje trzyletni syn Wei – Wen oraz ich przyszły potomek, dla którego to ciągle pracują i oszczędzają, by władza pozwoliła im posiadać więcej niż jedno dziecko. Kiedy nadchodzi wyczekiwany wolny dzień, postanawiają we trójkę udać się na łąkę, tym razem by odpocząć i miło spędzić czas. W pewnej chwili Wei – Wen znika im z oczu, a gdy Kuan go odnajduje, nie tylko wolny dzień, ale całe ich dalsze życie przestają być sielanką i tracą sens.

img_2612

Co łączy z pozoru oddzielne losy Williama, Gorge’a i Tao? Tytułowa historia pszczół. To społeczność pszczół, jeden wielki organizm zachwyca Williama i skłania go do budowy ula. To wokół niezwykłych landrynkowych uli oscyluje życie George’a a broniący się przed pszczelą tradycją rodzinną Tom postanawia wykorzystać swoje wykształcenie i pomagać ojcu na farmie, po czym opisać swoje doświadczenia. To Ślepy pszczelarz pomaga Tao w rozwiązaniu zagadki, co stało się Wei – Wenowi a życie w ulu odzwierciedla życie w Chinach.

Pszczoły – ich „złoty wiek”, Zapaść i nieoczekiwany powrót. Ludzie – ich frustracje, satysfakcja, poszukiwanie sensu. Rodzina – zbiorowość czy indywidualność, rodzicielstwo i małżeństwo, różnorodność i skomplikowanie relacji. Wykształcenie – wartość wiedzy, jej użyteczność, jej zbędność lub konieczność. O tym wszystkim traktuje debiutancka, niezwykle wrażliwa powieść Lunde, którą czyta się jednym tchem.



4 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. Czapla

    Książka mnie nie porwała. Musiałam się zachęcać do lektury. Chyba nie przepadam za zmienną narracją (zawsze gdy już zainteresuję mnie dany wątek, nagle kończy się rozdział…).
    Zestawienie pszczół, społeczeństwa i jednostek dało mi do myślenia.
    Finalnie książkę oceniam pozytywnie i jako godną polecenia.

  2. Lady_of_numbers

    Niestety, książka nie będzie należała do moich ulubionych 🙁 zmienianie wątku, gdy właśnie mnie zaciekawił, za wolno tocząca się akcja (chociaż to może wynikać z braku czasu na czytanie). Mam wrażenie, że, podczas gdy już dawno czytelnik domyślił się o co chodzi, autor nadal bardzo przeciąga potwierdzenie. Ale, co trzeba przyznać, porusza ważny problem, przez co skłania do refleksji.

    • Do dzieła

      Dzięki za komentarz! Co do częstej zmiany wątków – fakt, może być ona uciążliwa, zwłaszcza, gdy nie każda historia nas wciągnęła. Mnie w tym przypadku forma odpowiadała, ale rozumiem o co chodzi.


Skomentuj wpis