WODNIKOWE WZGÓRZE, Richard Adams

Projekt bez tytułu (27)

adams_wodnikowe-wzgorze_m

– Hrer-ru [w języku króliczym: Piątek, dokładnie piąty w miocie, a w rzeczywistości piąty lub kolejny bo, jak pisze Adams, króliki potrafią liczyć tylko do pięciu] – odezwał się pewnego wieczoru Leszczynek – co my byśmy zrobili bez ciebie? Nikogo z nas nie byłoby tutaj.
– Jesteś więc pewny, że jesteśmy tutaj? – zapytał Piątek.
– To dla mnie zbyt tajemnicze. Co chcesz powiedzieć?
– No, istnieje inne miejsce, inna kraina, prawda? Przebywamy tam, gdy śpimy, kiedy indziej też i po śmierci. Przypuszczam, że El-ahrera krąży między jedną krainą a drugą wedle swej woli, chociaż nigdy nie potrafiłem wywnioskować tego z opowiadań. Niektóre króliki powiadają, że wszystko tam jest łatwe w porównaniu z niebezpieczeństwami na jawie, które rozumieją. Wydaje mi się jednak, że dowodzi to, jak niewiele wiedzą. To straszne miejsce, bardzo niebezpieczne. A gdzie my naprawdę jesteśmy, tam czy tu?

Wodnikowe Wzgórze to powieść fantastyczna, zarówno ze względu na przynależność gatunkową, jak i na moje wrażenia towarzyszące jej lekturze, autorstwa Richarda Adamsa z 1972 roku. W Polsce po raz pierwszy opublikowana została w roku 1982, a od października tego roku dzięki Wydawnictwu Literackiemu możemy czytać nowe wydanie dopełnione niesamowitymi ilustracjami Alda Gallego (z tego względu bardzo żałuję, że dysponuję tylko wersją elektroniczną, więc w tym przypadku zdecydowanie polecam zakup książki papierowej). Wodnikowe Wzgórze często wrzucane jest do szufladki o nazwie „powieść dziecięca i młodzieżowa”, na co przystać nie mogę, bowiem dawno nie czytałam dzieła tak uniwersalnego. Generalnie nie lubię porównywać książek i autorów, ale drugą powieścią, przy której miałam podobne odczucia była “Alicja w Krainie Czarów” Lewisa Carolla. Pewnie dlatego jest to lektura, do której najczęściej powracam, zawsze znajdując coś, co wcześniej umknęło mojej uwadze. (Może w takim razie jest coś na rzeczy z tymi królikami?). Na szczęście, jeśli sięgnie się po Wodnikowe Wzgórze, jego duch z łatwością ulatuje przez dziurkę od klucza ulatuje z tej zdecydowanie za ciasnej szufladki i pozwala czytelnikowi odnaleźć w niej takie treści, na jakie dany odbiorca jest gotowy. Trzeba tylko (a może aż?) być uważnym. Raczej aż, bo nam tej uwagi w dzisiejszym świecie bardzo brakuje.

img_8319

O czym jest książka Adamsa? Zaczynając od warstwy fabularnej powieści, autor przedstawia w niej historię grupy królików, które decydują się na opuszczenie macierzystej królikarni z powodu czyhającego na nią, wizjonersko przepowiedzianego przez królika Piątka, niebezpieczeństwa. Porzucają swoje dotychczasowe życie i decydują się na wędrówkę w nieznane, by stworzyć nową ostoję, czy mówiąc po łódzku, znaleźć swoją Ziemię Obiecaną. Ostatecznie staje się nią tytułowe Wodnikowe Wzgórze (które istnieje naprawdę, w północnej części angielskiego hrabstwa Hampshire), jednak zanim na nie dotrą, czeka je długa droga, która co rusz będzie wystawiać je na kolejne próby. Zresztą nawet w nowej królikarni nie obędzie się bez kłopotów i wyzwań. Powiedzielibyśmy, jak w prawdziwym życiu. Bohaterowie powieści będą musieli nauczyć się robić rzeczy, których dotąd nigdy nie robili, przekraczać swoje lęki i to, co dotąd nazywali normami króliczego zachowania (m.in. zaprzyjaźnią się z mewą czy myszą albo wykorzystają ludzką łódkę).

– Moje serce przeszło na stronę wrogów, bo mój przyjaciel zatrzymał się dziś w biegu – powiedział do Ostrężnika, cytując przysłowie królicze.
(…) Prawda o królikarni uderzyła w nich jak grom. Zespolili się mocniej, polegając na swoich możliwościach i doceniając je odpowiednio. Wiedzieli teraz, że ich życie zależy jedynie od tych możliwości, i nie zamierzali zmarnować niczego z tego wspólnego dobra.

Adams tworzy jedyne w swoim rodzaju królicze uniwersum, w którym zwierzęta mają swój język: lapirydzki spisany dla ułatwienia także w słowniku na końcu książki (w tym niesamowite przysłowia, nierzadko bardziej trafne od tych, którymi posługuje się człowiek), imiona i złożoną strukturę społeczną. To także świat, w którym ważną rolę odgrywa mitologia, wciąż żywa w króliczych opowieściach. Umiejętność opowiadania mitów i historii w ogóle to dla królików ważna i rzadka cnota, bowiem historie te mają ogromną moc kształtowania charakteru i podnoszenia na duchu. Królikom nie straszna jest także poezja, której często się chwytają, bo rozprawiać o swoim losie. Adams zaszczepił w opowiadanej przez siebie historii wiele symboli, jak choćby bardziej oczywisty biały ptak czy czarny królik i mniej: wielka woda – nieznana i stanowiąca obiekt marzeń, przelana krew czy wielki pies, który choć przeraża, to niesie ocalenie. To wszystko sprawia, że otrzymujemy dzieło bardzo unikalne i kompletne, dzieło człowieka o niezwykłej wyobraźni i wrażliwości (spisane w książce historie Adams opowiadał, zawsze na łonie przyrody, swoim córkom).

Króliki (…) podobne są pod wieloma względami do istot ludzkich. Jednym z nich jest nieopuszczająca ich nigdy zdolność znoszenia przeciwieństw losu i poddanie się strumieniowi życia, który unosi je z dala od rozlewisk przerażenia i strat. Posiadają pewną zaletę, którą trudno byłoby określić jako brak serca czy obojętność. To raczej szczęśliwie ograniczona wyobraźnia i intuicyjne poczucie, że Życie jest Teraz. Żerujące dzikie stworzenie, zajęte przede wszystkim sprawą przeżycia, odznacza się siłą trawy. W gromadzie króliki polegały na obietnicy danej przez Frysa [zwierzęcy stwórca, odpowiednik chrześcijańskiego Boga] El-ahrerze [króliczy autorytet, bohater ich opowieści]. Dzień zaledwie upłynął od chwili, gdy Ostrzeń przywlókł się, bredząc w gorączce do stóp Wodnikowego Wzgórza, a już był bliski wyzdrowienia, podczas gdy niefrasobliwy Dzwonek wydał się jeszcze mnie dotknięty straszliwą katastrofą, z której się uratował. Leszczynek i jego towarzysze przeżywali okropne chwile i najwyższą rozpacz podczas opowiadania Ostrzenia. Dołek płakał żałośnie i drżał z powodu śmierci Skabioza, Żołądź i Przetacznik dostali napadu konwulsyjnego duszenia się, gdy Dzwonek opowiadał o trującym gazie, który zabijał pod ziemią. Jednakże, jak to bywa i z prymitywnymi ludźmi, właśnie siła i żywość współczucia przyniosły im prawdziwą ulgę. Ich uczucia nie były ani fałszywe, ani udawane. Słuchali opowieści bez owej rezerwy czy oderwania, jakie przejawia najdobrotliwszy nawet z cywilizowanych ludzi, gdy czyta gazetę. Wyobrażali sobie, że to oni walczą w zatrutych korytarzach i płonęli wściekłością z powodu śmierci w rowie biednego Kurzyślada. To był ich sposób oddawania czci umarłym. Kiedy opowiadanie się skończyło, serca, nerwy, krew i apetyty poddały się znów wymaganiom ich twardego, trudnego życia. Gdybyż umarli, mogli być żywi. Ale jest przecież trawa, którą trzeba zjeść, bobki, które trzeba przetrawić, hraka, którą trzeba oddać, nory, które trzeba kopać, sen, który trzeba przespać. Odys stracił całą załogę i sam wysiadł na brzeg. A przecież spał smacznie u boku Kalipso, i gdy się zbudzi, myślał tylko o Penelopie.

Ale Wodnikowe Wzgórze nie jest jedynie historią o zwierzętach. Co najmniej tyle samo mówi nam o nas samych. Adams dokonuje antropomorfizacji zwierząt, czyniąc to w sposób bardzo subtelny, nienachalny i przy tym naturalny. Dzięki temu jego książce nie brak wiarygodności. Nie mamy tu sytuacji, w której czytelnikowi podaje się wizję zwierząt mówiących ludzkim głosem i zachowujących się jak ludzie. Nie, autor od początku do końca opowiada historię królików, jednak czyni to w taki sposób, że odbiorca, a przynajmniej ja, zapomina, że nie mamy tu do czynienia z ludźmi. Mogę identyfikować się z bohaterami książki, nie odczuwając przy tym jakiegokolwiek oporu związanego z faktem posiadania przez nich futra. Ich futro staje się transparentne na poziomie emocji płynących z powieści, bowiem to nie bohaterowie wykreowani przez Adamsa mają cechy ludzkie, ale to czytelnik w ten sposób je postrzega. W tym tkwi siła tej powieści. Dzięki temu autor może mówić o sprawach trudnych, sprawach “ze świata dorosłych”, nie narażając się przy tym na śmieszność. Tak, czytając niby-dziecięcą-opowiastkę (którą jak najbardziej dzieciom polecam, choć Adams nie stroni od mocnych, momentami brutalnych scen), odbiorca czyta o społecznych nierównościach, o manipulacji, o prawie silniejszego, o totalitaryzmie i o potrzebie wyzwolenia się spod jego jarzma. I jeszcze, Wodnikowe Wzgórze to rzecz o bohaterstwie, o różnych odsłonach bohaterstwa. Bohaterem jest Piątek, który kilkukrotnie proroczo zwęszył niebezpieczeństwo, ratując tym samym z opresji całą gromadkę, bedąc przy tym królikiem słabej postury i strachliwym. Bohaterem jest Leszczynek, który, mimo początkowego braku pewności siebie został liderem (Wielki Królikiem) i wyprowadził gromadkę królików z królikarni Jarząba. Bohaterem jest Czubak, który w odwadze i sile nie ma sobie równych, ale bywa nierozważny i często postępuje pochopnie. Bohaterem jest niepozorny Mlecz, który najlepiej na świecie opowiada mity i przygody królików. I tak dalej. Zmierzam do tego, że bohaterowie Adamsa to bohaterowie z krwi i kości (i futra, rzecz jasna). Mają zarówno mocne, jak i słabe strony, podejmują dobre i złe decyzje i biorą za nie odpowiedzialność. No i oczywiście mają świadomość, że tylko działając razem udaje mi się sprostać wyzwaniom, które stawia na ich drodze Frys. Warto przy tym zaznaczyć, że pisarz nie moralizuje – on jedynie daje czytelnikowi liczne powody do tego, by ten wiedział, co jest dobre, a co złe. Przy czym świat i jego aktorzy nigdy nie są czarni albo biali.

– Słuchaj, sam niczego nie dokonasz, nawet gdybyś miał zdrową nogę. Próbujesz jeść trawę, której nie ma. Czemu nie pozwolisz jej rosnąć?

Wodnikowe Wzgórze Richarda Adamsa to pięknie opowiedziana, uniwersalna historia, która dowodzi siły literatury. Tego, że każdy może wyczytać z niej to, na co w danej chwili jest gotowy; to, czego szuka. I tego, że wielkie idee można znaleźć także w niepozornej, zamkniętej w szufladce “powieść dziecięca i młodzieżowa” książce (choć nie od dziś wiadomo, że mądre bajki mają moc filozoficznych traktatów). Moim zdaniem – idealny prezent pod choinkę.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

logo_wl

PS Jeśli ta historia królików brzmi dla Was znajomo, to prawdopodobnie oglądaliście w dzieciństwie serial lub film animowany oparty na powieści Adamsa. Jak mąż czytał recenzję, to mu się przypomniała animacja i teraz ogląda od początku. To może być ciekawe uzupełnienie lektury idealne na chłodniejsze dni (a widzę, że zima w Polsce rozgościła się już na dobre)!